Czego Pan Marek nie widzi w zgłoszeniu nieprawidłowości

Panie Juszkiewicz,

Widzę, że konsekwentnie brnie Pan w narrację, według której wszystko, co Panu niewygodne, jest „publicystyką”. Rozumiem więc, że oczekuje Pan, iż każdy punkt – każdy przypadek uderzający w mieszkańców tej Gminy – zostanie opisany osobno, w formie skargi, z pełnym uzasadnieniem.

Dobrze. Poświęcę niedzielę i zrobię to dokładnie tak, jak Pan sobie życzy.

Ale zanim to nastąpi – kilka faktów. Nie opinii. Nie publicystyki. Faktów, które pokazują skalę Pana arogancji, bezczelności i lekceważenia mieszkańców. Bo jeżeli Pan nie widzi w punktach poniżej konieczności weryfikacji nieprawidłowości, to może oznaczać tylko jedno ……


1. Opłaty za odpady – czyli systemowe sięganie do kieszeni mieszkańców

Mówimy o pieniądzach z 2025 roku. Pieniądzach pobranych od wielu mieszkańców niezgodnie z prawem.

I to nie jest moja opinia, tylko linia orzecznicza sądów administracyjnych:

  • wyrok WSA w Gliwicach z 30.08.2016 r., sygn. I SA/Gl 679/16
  • wyrok WSA w Gliwicach z dnia 26.06.2018 r., sygn. akt I SA/Gl 295/18
  • wyrok WSA w Gorzowie Wielkopolskim z dnia 1.08.2018 r., sygn. akt I SA/Go 217/18
  • wyrok WSA w Gdańsku z 19.12.2018 r., sygn. I SA/Gd 972/18
  • wyrok WSA w Poznaniu z dnia 4.12.2019 r., sygn. akt I SA/Po 718/19
  • wyrok WSA w Gdańsku z dnia 22.01.2020 r., sygn. akt I SA/Gd 1619/19
  • wyrok WSA w Olsztynie z dnia 13.04.2022 r., sygn. akt I SA/Ol 62/22
  • wyrok NSA z dnia 28.06.2023 r., sygn. akt III FSK 836/22

Do tego dochodzi:
Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Krakowie – postanowienie z 15.01.2025 r., sygn. SKO.EA/418/147/2024.

Mimo tej wiedzy – mimo świadomości błędu – pieniędzy mieszkańcom się nie oddaje. A Pan to blokuje. Czuje się Pan ważny. Kilkaset tysięcy na koncie, akcje, kilka chat, a niedługo jakieś mieszkanie (dane publiczne z Pana oświadczenia dostępnego na stronie BIP).

Prywatnie potraficie przyznać, że „coś jest nie tak”. Publicznie – udajecie, że problem nie istnieje. Emerytom, ludziom liczącym każdą złotówkę, zabiera się środki tylko dlatego, żeby nie przyznać się do błędu. Ale co tam bogaty biednego nigdy nie zrozumie.

To nie jest „publicystyka”. To jest działanie na szkodę mieszkańców.


2. Rozliczenie wody X–XII 2024 – czyli prawo lokalne ignorowane wprost

Tu sprawa jest jeszcze prostsza – bo przepisy lokalne są jednoznaczne.

W taryfie zaopatrzenia w wodę dla Gminy Płaska, będącej załącznikiem do Zarządzenia podpisanego przez Michała Skubisa i uzgodnionej z Wodami Polskimi, na stronie 4, punkt 3, czarno na białym wskazano, że:

rozliczenie odbywa się na podstawie odczytów liczników wody.

W regulaminie dostarczania wody (uchwała Rady Gminy Płaska) §7 pkt 1 mówi dokładnie to samo – rozliczenie na podstawie licznika.

I teraz pytanie, które do tej pory pozostaje bez odpowiedzi:

Na jakiej podstawie prawnej rozliczono mieszkańców ryczałtem?

Gdzie ma Pan do tego upoważnienie?

Co więcej – wcześniej informowałem, żeby wprowadzić zabezpieczenia na wypadek braku odczytu. Nie zrobiliście nic. W „reformie” z 2025 roku również nie wprowadziliście żadnego mechanizmu.

Efekt?
Błąd urzędnika przerzucony na mieszkańców.

I to Pan nazywa „publicystyką”? I Pan tutaj nie widzi złamania prawa. Bo ktoś dał ciała i teraz trzeba by przyznać, że nie wykonał uchwały Rady Gminy ?


3. Wybiórcza sprawiedliwość – czyli korekty tylko dla niewygodnych

Po wskazaniu przeze mnie błędów za I kwartał 2025 r. korekty wystawiono… wyłącznie mnie.

Pozostali mieszkańcy? Cisza.

A przecież pamięta Pan swoje słowa z Gruszek – że dopóki Pan może, korekt nie będzie, bo ich liczba wywoła chaos w urzędzie.

Czyli porządek w urzędzie ważniejszy niż równe traktowanie mieszkańców.


4. II kwartał 2025 – nawet pozorów już nie ma

Po zgłoszeniu tych samych błędów – brak jakichkolwiek korekt.

Mimo że błędy zostały oficjalnie potwierdzone.

To już nie jest pomyłka. To jest świadome działanie.


5. Reszta „publicystyki” – czyli wszystko to, na co nie ma Pan odpowiedzi

Skoro według Pana to wszystko jest tylko „publicystyką”, to przyjrzyjmy się bliżej tej „publicystyce”, punkt po punkcie.

Droga do Rudawki – czy naprawdę uważa Pan, że przekazywanie majątku lub podejmowanie decyzji infrastrukturalnych bez rzetelnej analizy kosztów, utrzymania i konsekwencji finansowych dla gminy to standard zarządzania? Czy może raczej klasyczny przykład działania „najpierw decyzja, potem myślenie”? Pan jest orędownikiem, ale jako organ kontrolny nie chce Pan sprawdzić czy nam się to po prostu opłaca?

Remiza i projektant – Wójt mówi dużo o odpowiedzialności projektanta. Tylko że za słowami nie szły żadne działania. Dlaczego przez cały 2024 rok nie podjęto realnych kroków, by zabezpieczyć interes gminy i dochodzić ewentualnego odszkodowania? Dlaczego dopiero 31 grudnia 2025 roku – i to na wyraźne moje żądanie – radca prawny nerwowo analizuje umowę i sprawdza terminy? Czy naprawdę tak wygląda dbałość o publiczne pieniądze? Czy Pan nie widzi tutaj problemu, ze Gmina straciła kupę pieniędzy?

Rock Water – od 16 grudnia 2025 roku brak odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące kosztów i przychodów projektu. Tymczasem w BIP jasno wskazany jest 14-dniowy termin. Czy dla Pana przepisy obowiązują wybiórczo? A może transparentność kończy się tam, gdzie zaczynają się niewygodne pytania? Czy dla Pana brak odpowiedzi przez Urząd to coś normalnego? A może coś Pan ukrywa razem z Wójtem?

Bezpieczeństwo mieszkańców – dopuszczenie uczestników maratonu na mostek, który – według pisemnej informacji z UG Płaska – nie miał aktualnego przeglądu i wg dokumentacji jaka teraz jest, stwarzał istotne zagrożenie dla zdrowia i życia. Czy naprawdę uważa Pan, że to jest normalne? Czy w tej gminie bezpieczeństwo mieszkańców jest wartością, czy tylko hasłem?

Ulica Prądzyńskiego i sieć wodociągowa – wykonanie nawierzchni pomimo ostrzeżeń, że może to doprowadzić do zbyt płytkiego posadowienia sieci i jej przemarzania. Jeżeli te sygnały, a w zasadzie pisma, były w urzędzie – a wszystko wskazuje, że były – to mamy do czynienia nie z błędem, tylko z ignorowaniem wiedzy i ryzyka. Kto poniesie konsekwencje, gdy mieszkańcy zostaną zimą bez wody? Ale Pan Juszkiewicz widzi tutaj jedynie publicystykę.

„Konsultacje społeczne” – Wójt publicznie mówi o konsultacjach w sprawie Rock Water, podczas gdy faktycznie decyzje były już wcześniej podjęte. Jak nazwać sytuację, w której mieszkańcom przedstawia się fikcję procesu, który w rzeczywistości już się zakończył? Czy to jest kłamanie, oszustwo czy może normalność wg Pana. To nadal „publicystyka”, czy już wprowadzanie w błąd?

Prywatne interesy kosztem gminy – dopychanie spraw ojca, nawet gdy stoi to w sprzeczności z interesem gminy, przy jednoczesnym wsparciu „miernych, ale wiernych”.

Nieaktualne dane na stronie BIP, brak wielu informacji – Panie Juszkiewicz to jest Pana norma?

Raporty o stanie gminy, co ostatnio udowodniłem są fikcją i wprowadzaniem w błąd – Panie Juszkiewicz to jest Pana norma? Czy oszukiwanie mieszkańców i Rady Gminy nie wymaga weryfikacji ?

Czy to wszystko jest standard, który Pan reprezentuje jako urzędnik publiczny? Czy tak ma wyglądać zarządzanie wspólnym majątkiem?

To wszystko to też „publicystyka”?

Czy może raczej katalog problemów, których Pan nie chce dotknąć, bo wymagałyby odpowiedzialności?


Na koniec jedno.

Nie będę oceniał, jak został Pan wychowany. Tutaj niech się wypowie osoba właściwa do takiej odpowiedzi i ewentualnego zażenowania Pana postawą. To nie jest moja rola.

Ale jako osoba pełniąca funkcję publiczną podlega Pan ocenie – i ta ocena już się dzieje. Nie tylko w tej gminie.

Dziś czytają to ludzie z całej Polski, a nawet spoza niej. Wystarczy wpisać „Gmina Płaska” w wyszukiwarkę.

Gratuluję zasięgów.

Tylko proszę się zastanowić – czy naprawdę są powodem do dumy.

„Wspólna Sprawa” za przeproszeniem „z spuszczonymi spodniami i bez bielizny”

Tak jak obiecałem – przeczytałem to, co raczył mi odpisać radny Juszkiewicz. Jeśli ktoś ma odwagę zmierzyć się z tym dziełem samodzielnie, udostępniam załączniki. Ostrzegam jednak uczciwie: robicie to na własną odpowiedzialność. Skutki uboczne mogą obejmować zawroty głowy, mdłości oraz głębokie zwątpienie w sens funkcjonowania administracji publicznej.

Materiał źródłowy sam w sobie stanowi bowiem interesujące studium urzędowej twórczości – a właściwie jej najwyższej, groteskowej formy.

Komedia absurdu w trzech aktach:

Akt I: „Może tak, może nie, raczej nie, ale zobaczymy”
Akt II: „Nie możemy, bo procedura”
Akt III: „Możemy, ale nie chcemy, bo procedura”

W pierwszej chwili pomyślałem, że mam do czynienia z jakimś poważnym deficytem myślowym – tylko nie byłem pewien, czyim. Przez moment nawet rozważałem, czy autor nie przypisuje go mnie i próbuje sprzedać mi treści, które nie wytrzymają konfrontacji z logiką na poziomie kota domowego.

Nie ukrywam – zrobiło mi się niedobrze. Trzeba mieć naprawdę szczególny talent, żeby napisać coś tak ewidentnie oderwanego od rzeczywistości, a jednocześnie liczyć, że zostanie to przyjęte jako poważna odpowiedź. Całość sprawia wrażenie desperackiej próby podtrzymania narracji wokół naszego lokalnego, delikatnie mówiąc, niefortunnego wyboru na stanowisko Wójta.

Wieczorem przedstawię konkretnie i punkt po punkcie, czego Pan Przewodniczący „nie zauważył” – krótko, rzeczowo i bez zbędnej gimnastyki słownej. Myślę, że nawet jemu uda się zrozumieć. Bardziej interesuje mnie, żeby wszyscy zobaczyli co w tej Gminie się „odwala”. Na razie jednak nie chcę mieszać tematów, więc przejdźmy do sedna.

Poniżej znajduje się pismo Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej – Pana Marka Juszkiewicza. Dokument datowany na 26 stycznia, doręczony 4 marca – co samo w sobie jest już ciekawym przykładem elastycznego podejścia do czasu.

Nie będę go na tym etapie komentował – bo trudno komentować coś, co samo w sobie jest komentarzem do stanu rzeczy, a może bardziej stanu umysłu. Powiedzmy tylko, że mamy tu do czynienia z formą urzędniczej ekspresji, która bardziej przypomina próbę przetrwania niż działania na rzecz gminy.

A swoją drogą – materiał daje spore pole do popisu. Szczególnie dla lokalnych specjalistów od „szukania jaj”, zwłaszcza że sezon wielkanocny zbliża się wielkimi krokami. Można powiedzieć – oferta 2 w 1: trochę absurdu i trochę groteski, w pakiecie promocyjnym, z jajami w tle.

Dlatego, żeby zachować resztki obiektywizmu, poprosiłem sztuczną inteligencję o uczciwą i chłodną ocenę tego pisma (usunąłem jedynie dane osobowe).

Poniżej odpowiedź:


🔎 Ogólna ocena

To pismo jest klasycznym przykładem urzędowej „spychologii”, ale w dość „miękkiej”, formalnie poprawnej formie.

👉 Kluczowy sens:

  • nie odrzucają Cię wprost
  • nie podejmują żadnych działań
  • przerzucają odpowiedzialność dalej

⚠️ Główne mechanizmy „nic-nie-zrobienia”

1. „To może być w naszym zakresie, ale…”

„zagadnienia mogą mieścić się w przedmiocie zainteresowania Komisji”

👉 To jest zabezpieczenie:

  • nie odrzucają sprawy formalnie
  • ale nie deklarują, że się nią zajmą

➡️ klasyczne: „może, ale nie musi”


2. Kluczowy unik: „pismo jest zbyt ogólne”

„ma charakter ogólny i publicystyczny”
„nie spełnia kryteriów wniosku kontrolnego”

👉 To jest główna linia obrony.

Co to oznacza w praktyce:

  • nie chcą wchodzić w temat
  • więc podważają formę, nie treść

➡️ typowy trik:
„nie rozpatrujemy, bo źle napisane”


3. Zarzut „retoryczności”

„zawiera liczne pytania o charakterze retorycznym”
„oceny i założenia co do winy”

👉 To ma Cię:

  • zdyskredytować jako zgłaszającego
  • zasugerować brak obiektywizmu

➡️ ale UWAGA:
to nie obala zarzutów, tylko je omija


4. „My nie od tego”

„nie jest rozstrzyganie sporów ani ocenianie odpowiedzialności personalnej”

👉 kolejny unik:

  • zawężają swoją rolę
  • żeby nie dotykać sedna

➡️ mimo że kontrola często pośrednio dotyczy odpowiedzialności


5. Najważniejsze zdanie (sedno odmowy)

„nie daje podstaw do podjęcia czynności kontrolnych”

👉 To jest faktyczna decyzja:

  • nie robimy kontroli

6. Przerzucenie sprawy dalej

„może stanowić sygnał”
„może być podstawą do rozważenia przez Radę Gminy”
„Wójt ma przygotować informację”

👉 czyli:

  • Komisja umywa ręce
  • przekazuje temat:
    • Radzie Gminy
    • Wójtowi (czyli potencjalnie temu, kogo sprawa dotyczy)

➡️ bardzo typowe:
„nie my – niech ktoś inny”


7. Warunek nie do spełnienia (praktycznie)

„po uprzednim precyzyjnym określeniu przedmiotu, zakresu i celu kontroli”

👉 to jest subtelne:

  • formalnie daje Ci „drogę”
  • ale stawia wysoką barierę

➡️ w praktyce:
zwykły obywatel rzadko spełni te wymagania idealnie


8. Ostateczna konkluzja

„nie stanowi samodzielnej i wystarczającej podstawy do wszczęcia kontroli”

👉 czyli:

  • zamykają sprawę na tym etapie
  • zostawiają furtkę „kiedyś”

⚖️ Czy to jest uczciwe?

✔️ Formalnie:

  • tak — pismo jest poprawne prawnie
  • używa standardowych argumentów

❌ Merytorycznie:

  • unika odniesienia się do zarzutów
  • skupia się na formie, nie treści
  • nie próbuje nawet wstępnie sprawdzić sprawy

📊 Podsumowanie wprost

👉 To pismo robi 3 rzeczy:

  1. Nie podejmuje kontroli
  2. Obniża wagę Twojego zgłoszenia
  3. Przerzuca odpowiedzialność gdzie indziej

👉 A jednocześnie:

  • nie bierze odpowiedzialności za odmowę wprost
  • zostawia „miękkie uzasadnienie”

🧠 Najważniejsza diagnoza

To nie jest brutalne „odrzucamy”
To jest:

➡️ „nie robimy nic, ale mówimy to elegancko”

Poniżej opinia mecenasa do wyżej przedstawionego pisma Marka Kłamczuszka Juszkiewicza. Proszę zauważyć jak płynie czas w Gminie. Mecenas podpisał się 12 lutego, a ja otrzymałem 4 marca. W trzech linijkach streszczając tę kwadraturę koła w a’la mafijnym układzie:

– komisja rewizyjna sama nie bada co Wójt nabroił

– rada Gminy może zlecić badanie, ale z reguły robi to na początku roku w planie, a potem niech się wali Gmina

– kochany mieszkańcu Gminy odwal się

Oddajmy głos sztucznej inteligencji i bezstronnej ocenie:

Przeczytałem opinię radcy prawnego i dam Ci bardzo chłodną, bezpośrednią ocenę:


🔎 Ogólna diagnoza

To pismo nie jest neutralną opinią prawną.

👉 To jest:
uzasadnienie z góry przyjętej decyzji: „nie zajmujemy się tym”

Czyli:

  • nie analizuje Twojej sprawy
  • tylko buduje konstrukcję prawną, żeby usprawiedliwić bezczynność

⚠️ Kluczowe mechanizmy manipulacyjne

1. Przesunięcie tematu (najważniejsze)

Twoja sprawa:
👉 konkretne nieprawidłowości

Opinia radcy:
👉 ogólne rozważania o trybie pracy komisji

➡️ To jest klasyczny zabieg:
zamiast odpowiedzieć na problem – zmieniają temat na procedurę


2. Absolutyzowanie ograniczeń (nadużycie)

„zakaz podejmowania czynności kontrolnych z własnej inicjatywy”

👉 To jest półprawda.

Tak naprawdę:

  • komisja działa na zlecenie rady ✔️
  • ALE:
    • może inicjować tematy poprzez wnioski
    • rada może zareagować na sygnał obywatela

➡️ radca przedstawia to tak, jakby:
komisja była całkowicie sparaliżowana


3. „Nie możemy, bo plan pracy”

„komisja działa według planu pracy”
„nie może sama przygotowywać planu”

👉 To jest bardzo wygodne uproszczenie.

W praktyce:

  • plan pracy można zmieniać
  • rada może zlecić kontrolę w każdej chwili

➡️ czyli:
to nie jest przeszkoda – tylko wymówka proceduralna


4. Zasłona dymna: „komisja nie jest od wykrywania przestępstw”

„nie jest organem do wykrywania przestępstw czy nadużyć”

👉 To jest manipulacyjne przesunięcie:

Ty nie prosisz o:

  • śledztwo karne

Ty prosisz o:

  • kontrolę nieprawidłowości

➡️ radca tworzy chochoła:
odpowiada na coś, czego nie żądałeś


5. Ucieczka w ogólniki

Cała opinia:

  • brak odniesienia do Twojego pisma
  • brak analizy zarzutów
  • brak oceny czy coś może być zasadne

➡️ czyli:
0% merytoryki, 100% procedury


6. Najważniejszy trik: „wszystko jest prawidłowe”

„stanowisko Komisji (…) jest całkowicie prawidłowe”

👉 To jest konkluzja bez realnej analizy.

Dlaczego?

  • nie odnosi się do faktów
  • nie bada Twoich zarzutów
  • tylko sprawdza, czy można „nie działać”

➡️ czyli:
opinia została napisana pod tezę


7. Konstrukcja zamknięcia

„komisja może zadziałać dopiero gdy zmieni się plan pracy”

👉 To jest bardzo istotne:

  • formalnie zostawiają furtkę
  • praktycznie:
    odkładają sprawę w nieskończoność

📊 Podsumowanie wprost

👉 Ta opinia robi dokładnie 3 rzeczy:

1. Tworzy wrażenie braku kompetencji komisji

(chociaż to uproszczenie)

2. Sprowadza wszystko do procedury

(żeby nie dotykać zarzutów)

3. Legitymizuje brak działania

(„wszystko jest zgodne z prawem”)


⚖️ Czy to jest uczciwe?

✔️ Formalnie:

  • opiera się na przepisach
  • nie zawiera oczywistych kłamstw

❌ Merytorycznie:

  • selektywna interpretacja prawa
  • pominięcie kontekstu
  • brak analizy sprawy

➡️ w praktyce:
to opinia „na zamówienie” pod konkretny efekt


🧠 Najkrótsza możliwa diagnoza

👉 To pismo nie odpowiada na Twoją sprawę.

👉 Ono odpowiada na pytanie:
„jak uzasadnić, żeby nic nie robić – zgodnie z prawem”

Na koniec refleksja obywatelska:
Jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się, jak wygląda perfekcyjna odpowiedź na zasadzie: „odpowiedzieć tak, żeby nie odpowiedzieć” to właśnie ma przed sobą podręcznikowy przykład.

Można powiedzieć, że:
– sprawa została rozpatrzona
– odpowiedź została udzielona
– działania nie zostały podjęte
Czyli wszystko się zgadza.

Z wyrazami uznania dla tej formy literackiej, mieszkaniec, który już wie więcej – czyli nic nowego.

Prawdziwe zło boi się dwóch rzeczy: nazwania po imieniu oraz tego, że ktoś będzie pamiętać czyli rządy Wójta Michała Skubisa

Władza to nie tylko możliwość podejmowania decyzji. Władza to również narkotyk. Upaja, podnosi poziom adrenaliny i sprawia, że chce się jej coraz więcej. A jeżeli dochodzi do tego parcie na szkło i chęć pokazania się, to działanie narkotyku ulega zwielokrotnieniu.

Obecny wójt najwyraźniej chciałby, aby wszystkie jego błędy czy podejrzewane przekręty zostały zapomniane. Piszę „podejrzewane”, ponieważ wbrew obowiązującemu prawu nie odpowiada on na trudne pytania. A to już samo w sobie jest naruszeniem podstawowych zasad funkcjonowania władzy publicznej i polskiego prawa.

Bazuje przy tym na fakcie, że jego komitet odniósł w ostatnich wyborach spektakularny, choć przez wielu oczekiwany sukces. Poprzedni wójt zdążył bowiem całkowicie odkleić się od rzeczywistości. Jednak młodemu następcy wystarczyły zaledwie dwa lata, aby przebić poprzednika.

Ma on świadomość, że razem z najbliższym zapleczem sprawuje władzę absolutną i niekontrolowaną nie tylko nad duszami mieszkańców, ale także nad ich portfelami — i zdaniem wielu bezwstydnie to wykorzystuje.

Gdyby próbować podsumować tę kadencję w kilku punktach, można wskazać kilka powtarzających się cech:

  • kłamstwo i oszustwo zamiast partnerstwa i uczciwości wobec mieszkańców,
  • obciążanie mieszkańców kosztami, które zdaniem wielu są nadmierne i wynikają z łamania prawa lokalnego lub krajowego,
  • rozdawanie majątku gminy, zwłaszcza tego najcenniejszego i będącego w bardzo dobrym stanie,
  • lekceważenie bezpieczeństwa mieszkańców poprzez karygodne, irracjonalne i — zdaniem krytyków — całkowicie niezgodne z prawem ignorowanie obowiązkowych kontroli,
  • niedbałość o majątek gminy i inwestycje oraz wchodzenie w relacje, które są niekorzystne dla mieszkańców.
  • poprawiania losu wybranych i nierównego traktowania mieszkańców Gminy

Problem polega na tym, że dyletanctwo, złodziejstwo i patologia bardzo rzadko są nazywane po imieniu. Do pewnego stopnia to rozumiem.

Często słyszę od ludzi: „Co ja mogę zrobić? Jeszcze będę miał w gminie problemy. Albo ktoś z rodziny straci pracę w nadleśnictwie”.

Rozumiem te obawy i nikogo za nie nie oceniam.

Pamiętam, jak mając około czternastu lat, kazano nam napisać rozprawkę na temat lektury „Niemcy” Leona Kruczkowskiego. Wszyscy pisali źle o głównym bohaterze. Ja skupiłem się na realiach czasu. Zwracałem uwagę, że dziś łatwo jest oceniać z perspektywy pokoju, ale w czasie wojny postawy ludzi są często determinowane są strachem i chęcią przetrwania.

Ale odbiegłem od tematu.

Obecny wójt jest — w mojej ocenie po przeanalizowaniu faktów i zarzutów — osobą wykazującą poważne deficyty moralne, braki w wiedzy oraz niewielką dbałość o dobro wspólne. Ma naturę narcystyczną, co przejawia się w przekonaniu o własnej nieomylności oraz chęci ukrycia niewygodnych faktów. W swoim działaniu jest gotów iść po trupach, aby osiągnąć cel. Jest gotów kłamać, oszukiwać, kraść i łamać prawo.

Jak na tak młodego człowieka, jest to naprawdę imponujący katalog negatywnych cech.

Piszę to otwarcie. Liczę nawet trochę na to, że wójt pokaże charakter i zdecyduje się wnieść przeciwko mnie pozew cywilny. Wtedy wszyscy będą zadowoleni. Jego ojciec — który podobno na jednym z zebrań wiejskich poszukiwał „jaj” — wreszcie będzie mógł je odnaleźć i spełnić swoje najskrytsze fantazje, a ja stanę przed sądem. Będzie to o tyle ważne, że pozwoli to szybciej ustalić, czy mam rację, twierdząc, że wójt jest kłamcą i złodziejem.

Panie Wójcie Michale Skubis odwagi. Albo jestem kłamcą i Pan mnie pozywa albo piszę prawdę o Panu i siedzi Pan cichutko.

Na razie toczy się pierwsza sprawa.

Złożyłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zażalenie na decyzję w sprawie podatku od odpadów na rok 2025. Procedura wygląda tak, że wniosek wysyła się do urzędu gminy, a dopiero później urząd przekazuje go dalej do SKO.

Wyobraźcie sobie jednak, że urząd gminy dołączył do tego dokumentu własną opinię, która sprowadza się do jednego: że nie mogę się skarżyć, ponieważ rzekomo nie mam odpowiednich pełnomocnictw.

Nie ma odniesienia do przepisów prawa. Jest tylko argument formalny.

Okazało się, że dokumenty złożone w 2023 roku… zaginęły.

Dziwne, bo przez cały rok 2025 prowadzona była korespondencja tak, jakby pełnomocnictwa istniały. Dopiero gdy sprawa trafiła na drogę sądową, nagle przestały istnieć. Zaginęły. Bardzo ciekawy termin zaginięcia.

Powstaje więc pytanie: czy w 2025 roku urząd działał tak, jakby pełnomocnictwa były ważne, a później uznał, że jednak ich nie ma? To kiedy urząd łamał prawo? Wtedy gdy w 2025 roku ze mną korespondował i podawał zastrzeżone dane czy wtedy gdy napisał, że pełnomocnictwa nie ma.

To ma być ta „prawilność”? To jest uczciwość Wójta Skubisa.

Wójt najwyraźniej nie rozumie, że po ostatnich jego numerach sprawa stała się dla mnie osobista.

Może próbować uwalić sprawę przed SKO z powodów formalnych. Jednak dokumenty i tak trafią do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. A tam — moim zdaniem — będzie to raczej krótki temat. Mam nadzieję, iż wówczas potakiwacze i klakierzy z Wspólnej Sprawy każą zapłacić z własnej kieszeni Wójtowi Skubisowi z tytułu kosztów prawnych i odsetek dla mieszkańców.

Rozumiem, że chodzi o dotrwanie do maja i do absolutorium. Chodzi o pieniądze.

Nie wierzę nawet, że ta struktura o charakterze wręcz mafijnym nagle się rozpadnie. Ale wierzę, że pieniądze zostaną oddane mieszkańcom, a infamia rozejdzie się po okolicy.

Dlatego pomogę wójtowi w podjęciu decyzji o pozwie wobec mnie.

Moje zarzuty są następujące:

  • ukradziono pieniądze mieszkańcom nakazując zapłatę w 2025 roku podatku od odpadów w kwocie wyższej niż wynika to z prawa; mimo rozmów — nawet w obecności prawnika gminy i zgody co do faktu takiego problemu — środki te nie zostały oddane mieszkańcom, a wręcz próbuje się ukryć fakt popełnienia błędu przez pracownika Gminy
  • złamano prawo lokalne przy rozliczeniu wody, o doprowadziło do zawyżenia opłat. Jednocześnie na fakturach pojawiły się liczne błędy; uczciwy człowiek rozliczyłby to ponownie i oddał mieszkańcom zagrabione pieniądze,
  • mieszkańcom sugerowano, że mają wpływ na organizację jednej z gminnych imprez, choć decyzja została podjęta wcześniej i nawet zakontraktowano już zespoły, Wójt kłamał prosto w oczy obecnym na konsultacjach.
  • dla podwyżek wynagrodzenia zrezygnowano z obowiązkowych przeglądów budowlanych, ryzykując bezpieczeństwem mieszkańców oraz pogorszeniem stanu majątku gminy.

To tylko część spraw.

Na marginesie warto przypomnieć pewien epizod z kampanii wyborczej. Kandydat, startując na wójta, w pierwszym zdaniu odwoływał się do swojego ojca i dziadka, sugerując moralność, uczciwość i tradycję.

Dziś — patrząc na to, co dzieje się w gminie — można mieć wątpliwości, czy te słowa dobrze się zestarzały.

Pół żartem, pół serio sprawdziłem też etymologię nazwiska Wójta w internetowym słowniku nazwisk: SKUBIS – Internetowy słownik nazwisk w Polsce (wersja 2.0) (2025-2030), gdzie otrzymujemy rekord:

  • od wyrazu pospolitego
    • przezwiskowe
      Skub-is, od czas. skubać 'wyciągać, wyrywać’ SXVI(w), przenośnie 'okradać’

To oczywiście tylko ciekawostka językowa z której zapewne nie należy wyciągać wniosków, ale pozwala na chwilę przerwy i uśmiechu.

A całkiem poważnie — jeszcze w kwietniu planuję skierować zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w kilku sprawach:

  • dotyczących opłat za odpady, Panowie Nasewicz, Zdancewicz i Skubis (jeżeli chodzi o tego pierwszego Pana to swoim działaniem rozumianym jako potwierdzenie nieprawdy w oficjalnym piśmie dopuścił się wykroczeniu przeciw art. 286 par 1 KK oraz 231 KK. co postaram się dowieść)
  • dotyczących rozliczeń za wodę, Panowie Zdancewicz i Skubis
  • dotyczących niewykonywania obowiązkowych przeglądów budowlanych, Pan Skubis
  • dotyczących narażenia zdrowia uczestników maratonu czy też Rock Water, Pan Skubis

Jak zapewne pamiętają uważni czytelnicy, zaproponowałem jakiś czas temu wójtowi debatę online. Pomysł był prosty jak konstrukcja cepa: wójt odpowiada na wszystkie zaległe pytania na piśmie, z którymi od miesięcy zalega, a następnie zaczynamy publiczną dyskusję online w internecie, dostępną dla wszystkich mieszkańców. Bez krzyków, bez przerywania, bez uciekania z sali — tylko fakty, dokumenty i argumenty. Mieszkańcy mogliby spokojnie zapoznać się ze stanowiskiem obu stron i sami wyrobić sobie opinię.

Zasady były naprawdę nieskomplikowane. Najpierw odpowiedzi na pytania, potem debata. Nic więcej.

I proszę sobie wyobrazić — sztab wójta zareagował na tę propozycję z ogromnym entuzjazmem. Od razu podjęto rozmowy, ustalono ramy merytorycznej dyskusji o zgłaszanych problemach i nieprawidłowościach. Obecnie jesteśmy w trakcie dopracowywania szczegółów technicznych transmisji….

……Przepraszam, trochę mnie poniosło.

Rzeczywistość wygląda oczywiście dokładnie odwrotnie. Siedzą cicho jak mysz pod miotłą, udając, że problem nie istnieje. Najwyraźniej najlepszą strategią komunikacyjną jest liczenie na to, że ludzie zapomną, pytania się rozmyją, a sprawy same się rozwiążą.

Bo przecież wiadomo — jeśli o czymś się nie mówi, to znaczy, że tego nie ma. Prawda?

Tak kończy się historia, gdy na wójta wybiera się osobę nieodpowiedzialną o wybujałym ego i mikrej wiedzy.

A prawdziwe zło zawsze boi się dwóch rzeczy:

nazwania po imieniu
oraz tego, że ktoś będzie pamiętać.

Więc będę zbiorową pamięcią.

Zapowiedź tematów około weekendowych

Najgorętszy okres pracy wreszcie minął. Kurz bitewny opadł, a więc można wrócić do spraw, które – jak się okazuje – przez ostatnie tygodnie nie tyle czekały, co spokojnie dojrzewały. I dziś mają temperaturę znacznie wyższą niż mogłoby się wydawać.

Już jutro późno w nocy, a najpóźniej w sobotni poranek, artykuł, który – gdyby ktoś chciał – mógłby potraktować jako całkiem solidny materiał do administracyjnego thrillera.

Bo jest w tej historii wszystko: wysyłka zażalenia do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ambicje, które z rzeczywistością mają czasem luźny związek, dokumenty znikające w sposób trudny do racjonalnego wyjaśnienia oraz mieszkańcy, którzy – jak się okazuje – przez długi czas byli przekonani, że uczestniczą w procesie decyzyjnym. Problem polega na tym, że scenariusz tego procesu najwyraźniej pozostawał dla nich niedostępny.

W sprawie pojawi się także wątek Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz zapowiedź skierowania zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Będzie też pytanie, które w takich historiach wraca regularnie: czy naprawdę warto budować narrację na półprawdach i przemilczeniach. Zwłaszcza że prawda – nawet jeśli czasem się spóźnia – ma tendencję do powracania w towarzystwie dokumentów, dat i podpisów.

Nie zabraknie również refleksji o tym, jak niektóre kariery polityczne starzeją się szybciej, niż zakładali ich autorzy. Szczególnie wtedy, gdy zaczynają się od patetycznych deklaracji o kontynuowaniu tradycji przodków. Historia życia publicznego pokazuje, że takie deklaracje bywają początkiem dość brutalnego spotkania z rzeczywistością.

Na marginesie pojawi się też krótka obserwacja dotycząca propozycji dyskusji online przed mieszkańcami Gminy. W zamkniętym gabinecie i w otoczeniu przestraszonych klakierów łatwo stworzyć wrażenie odwagi, władzy i mądrości. Znacznie trudniej udowodnić je w trakcie spotkania z osobami zadającymi pytania i wtedy czar i narracja pryskają.

Będzie również o tym, że warto naciskać i pokazywać patologię, gdyż w co najmniej jednej uchwale przestraszyli się tego, iż zobaczyliście wyliczenia jak znajomi królika mają naszym kosztem pławic się w kasie. W uchwale są jednak stare stawki, bez zmniejszania do poziomu, który widzieliśmy w projekcie. Może to tylko przebłysk uczciwości, a może pierwsza kropla, która wydrąży kamień.

A w niedzielę kolejny rozdział tej historii. Przeczytam korespondencję od radnego Juszkiewicza. Nie znam jeszcze jej treści, więc trudno przesądzać, czy będzie to próba wyjaśnienia sytuacji, czy raczej kolejna próba interpretacyjnej gimnastyki, w której czarne zaczyna przypominać białe, a białe – czarne.

Tego jeszcze nie wiem.

Bo – uczciwie mówiąc – jeszcze tego nie czytałem.

Dowiecie się tego dokładnie w tym samym momencie co ja.

Czy to dyletanctwo czy już naginanie rzeczywistości. Czyli wszystko o statystyce Wójta Skubisa

Jeśli Wójt Skubis przez kilka dni nie pojawi się w mediach, można odnieść wrażenie, że w gminie ogłaszany jest stan klęski wizerunkowej. Problem w tym, że błysk fleszy nie zawsze oznacza oświecenie – czasem tylko dobrze ustawione światło.

24.10.2025 r. Wójt wystąpił w Radiu 5 ( Gmina Płaska z największym wzrostem liczby mieszkańców na Suwalszczyźnie – Radio5)  i ogłosił sukces demograficzny: Gmina Płaska ma rzekomo największy wzrost liczby mieszkańców na Suwalszczyźnie. Brzmiało to niemal jak początek lokalnego boomu osadniczego. Podobnie było na portalu Augustów 24. Najbliżej prawdy była informacja w Radiu Białystok.

Żeby nie było wątpliwości, cytat pochodzi wprost ze strony radia: „Gmina Płaska (…) notuje wyraźny wzrost liczby mieszkańców.” Wyraźny – słowo klucz, które w tej historii pracuje ciężej niż wszystkie liczby razem wzięte.

Trzeba przyznać, narracja została rozegrana z rozmachem. Szkoda tylko, że statystyka najwyraźniej grała w innym zespole.

Dzień wcześniej podobny entuzjazm pojawił się na Facebooku, w przestrzeni, gdzie lajki zastępują pytania, a komentarze pełnią funkcję chóru potwierdzającego sukces – czyli na profilu WSPÓLNA SPRAWA:

Problem jednak jest taki, że po pierwsze nic się nie klei, a poza tym dane wyglądają na deko naciągane.

Ale po kolei.

Zarządzenie Wójta Skubisa 109/25 z 29 maja 2025 Raport o stanie …., przedstawia stan jak w tabelach poniżej. Wynika z nich, iż per saldo mamy o jednego mieszkańca mniej w 2024 (2395) w stosunku do 2023 roku (2396) (dane Wójta poniżej zaznaczono w czerwonym kółku). Czyli to raczej nie jest wzrost liczby mieszkańców w 2024 roku 🙂 .Trudno nazwać to demograficzną ofensywą, chyba że sukces mierzymy w skali mikroskopowej. Skoro sam Wójt napisał w swoim raporcie i się pod tym podpisał, to nie zrzuci na nikogo, że są tam złe dane. I tak patrząc na rok 2024 i to od kiedy rządzi to należy się zastanowić czy te wyhamowanie to jego zasługa 😉 .

Tę liczbę ludności potwierdzać ma tabela na kolejnej stronie w/w raportu:

Niecałe pięć miesięcy później w mediach społecznościowych pojawia się już wersja optymistyczna Wójta Skubisa  – pojawia się jakiś minimalny przyrost (wykres poniżej zamieszczony na FB Wójta Skubisa).

Oto cud statystyki: z minus 1 w maju robi się mały plus w październiku, a wszystko dotyczy dnia 31.12.2024. Nagle ogłaszamy, że w 2024 i 2025 roku mamy przyrost liczby mieszkańców. Gubimy „minusa” i drobna różnica urasta do „wyraźnego wzrostu” . Gdyby stosować tę metodę szerzej, każdy powrót z weekendu zwiększałby populację gminy.

Sprawdźmy więc dane GUS z 30 czerwca 2025 r – najnowsze jakie są dostępne. Przybyło 17 osób z zewnątrz, urodziło się 7 dzieci, zmarło 17 mieszkańców. Bilans półrocza: plus 7 osób. Wg wpisu Wójta Skubisa na jego FB to znacząca zmiana. Na ponad dwa tysiące mieszkańców. Sukces? Owszem – ale raczej statystyczny szept niż triumfalna fanfara.

Hip, hip, hurra — nauka nie kłamie. Po przeprowadzeniu skomplikowanych obliczeń, wymagających użycia kalkulatora oraz głębokiego skupienia, udało się wreszcie udowodnić tezę Wójta Skubisa o „wyraźnym wzroście” liczby mieszkańców gminy. Statystyka została zwyciężona, a rzeczywistość — jak zwykle — odpowiednio dopasowana.

Aby jednak w pełni docenić skalę tego cywilizacyjnego przełomu, przeliczmy sukces na procenty. Siedem osób na 2292 mieszkańców (według GUS) daje oszałamiające 0,31%. Tak — zero przecinek trzydzieści jeden. Wynik tak imponujący, że nawet herbata z cytryną ma więcej procentów, a kefir bije go na głowę bez większego wysiłku.

Trzeba przyznać, że mamy do czynienia z sukcesem wyjątkowym: wzrostem na tyle niewielkim, że praktycznie niewidzialnym, ale jednocześnie wystarczająco dużym, by ogłosić go publicznie jako triumf. To już nie statystyka — to sztuka narracji.

Bądźmy więc dumni. Te siedem osób to wzrost idealnie dopasowany do naszych realiów: skromny w liczbach, za to monumentalny w komunikatach. Bo w lokalnej polityce najwyraźniej obowiązuje zasada, że im mniejszy wynik, tym większa konferencja sukcesu.

Dane GUS obejmujące stan na dzień 30.06.2025 r. są najnowszymi dostępnymi publicznie informacjami.

Odpowiednio narysowany wykres potrafi jednak z siedmiu osób zrobić demograficzny Mount Everest. Wystarczy rozciągnąć skalę i już wygląda to jak historyczny przełom. Problem w tym, że porównywanie 7 osób w gminie liczącej około 2000 mieszkańców z ubytkiem 183 osób w 29‑tysięcznym Augustowie nie prowadzi do żadnych wniosków – poza marketingowymi. Co z tych danych wynika. Nic.

Dodatkowo przedstawiam wykres oparty na danych GUS, który pokazuje coś znacznie mniej efektownego: systematyczny spadek liczby mieszkańców i prognozę sięgającą około 1151 osób w 2060 roku.. Czyli rzeczywistość, która niestety nie nadaje się na triumfalny post i to Wójt pominął. Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Ludność.

A teraz część matematyczna, która przypomina już nie analizę danych, lecz zagadkę logiczną. Autor tego posta, mimo znajomości całek i pochodnych, nadal nie potrafi tego policzyć – być może ktoś z czytelników podejmie wyzwanie.

W załączniku do Zarządzenia nr 109/25, który jest podpisany przez Wójta Skubisa widnieje liczba 2395 mieszkańców na dzień 31.12.2024 r. Dodajmy do tego wzrost o 7 osób według GUS za pierwsze półrocze 2025 – wychodzi 2402 mieszkańców na dzień 30.06.2025r.. Tymczasem GUS podaje 2292.

Różnica wynosi 110 osób. To już nie statystyczna kosmetyka, lecz pełnowymiarowe znikające 2 autobusy z mieszkańcami lub jeden pociąg.

W tym miejscu pojawia się pytanie: gdzie podziało się 110 osób? Czy wyjechali, czy zostali przeniesieni do innej tabeli, czy może po prostu nie zmieścili się w narracji sukcesu? A może byli w pracy w Augustowie gdy Wójt Skubis liczył mieszkańców?

Głowa boli, więc dam sobie spokój. Ale żeby Wam nie było za łatwo, to jeszcze mamy taką daną jak widać. Wójt jest już wpisany po nowości, więc musi to być 2024 rok. I to wg mnie ta liczba mieszkańców jest najbliższa prawdzie na dzień 31.12.2024, a raport Wójta z maja 2025 nadaje się tylko do kosza.

I tu właśnie ujawnia się fundamentalna różnica między inżynierem a osobą niepoważną. Inżynier najpierw sprawdza dane, przelicza, upewnia się, czy wszystko się zgadza — a dopiero potem coś ogłasza. Wie bowiem, że liczby mają tę nieprzyjemną właściwość, iż wcześniej czy później ktoś je policzy jeszcze raz.

Osoba niepoważna działa inaczej. Coś usłyszy, coś mu się wydaje, coś zabrzmi poważnie — i już biegnie przed siebie, paplając radośnie, zanim zdąży zrozumieć, o czym właściwie mówi. Sens nie jest tu przeszkodą, a szczegóły tylko niepotrzebnie spowalniają narrację.

Chyba że — i to jest hipoteza, która nagle porządkuje cały obraz — od początku nie chodziło o pomyłkę, lecz o świadomie opowiedzianą historię. Bo jeśli startujemy od kłamstwa, to rzeczywiście wszystko zaczyna się pięknie zgadzać: dane nie muszą pasować, liczby nie muszą mieć sensu, a rzeczywistość może spokojnie poczekać na swoją kolej.

I wtedy już nie mamy różnicy między inżynierem a dzieckiem. Mamy po prostu bajkę — tyle że opowiadaną dorosłym.

Komentarz do artykułu o konsultacjach. Ciąg dalszy na prośbę czytelników

Dzisiaj miał pojawić się kolejny komentarz pokazujący — na liczbach i dokumentach — w jaki sposób Wójt Skubis manipuluje danymi. Wrócę do tego tematu jutro.

Dziś natomiast, na prośbę czytelników, chciałbym wrócić do jednego wątku i zadać pytanie, którego dotąd świadomie unikałem. Nie dlatego, że było bezzasadne, lecz dlatego, że nie chciałem personalizować dyskusji. Skoro jednak kilka osób wprost domaga się odpowiedzi, czas je postawić.

Pani Katarzyno — napisała Pani „pudło”, wyjaśniając, że pismo powstało z inicjatywy mieszkańców Mołowistego. Z tonu wypowiedzi wynikało jasno: żadna firma, żadna instytucja, tylko lokalna społeczność działająca w swoim interesie.

Pozwoli Pani więc, że zadam pytanie sprawdzające.

Jeżeli ludzi coś realnie dotyka, jeśli mają konkretne postulaty, to zaczynają od tego, co boli najbardziej. Tak działa ludzka natura i tak działa logika argumentacji — najpierw sprawa kluczowa, później argumenty uzupełniające.

Spójrzmy więc na pierwszy punkt pisma, o którym mowa. Punkt otwierający całą argumentację:

„Utrzymywanie dużych powierzchni drzewostanów powyżej 110 lat bez możliwości prowadzenia racjonalnej gospodarki leśnej.”

I teraz pytanie — zupełnie poważne.

Czy naprawdę największym problemem mieszkańców Mołowistego jest brak możliwości prowadzenia „racjonalnej gospodarki leśnej” w ponadstuletnich lasach? Czy to temat codziennych rozmów przy sklepie, na przystanku czy przy płocie? Czy raczej problem podmiotu, który zawodowo zajmuje się gospodarką leśną?

Bo jeśli najważniejszym postulatem mieszkańców staje się możliwość wycinania starodrzewów, to sytuacja robi się — delikatnie mówiąc — zastanawiająca.

W tym samym piśmie, na początku drugiej strony, czytamy, że gospodarka leśna od dziesięcioleci prowadzona była bez naruszania walorów przyrodniczych. Przyznam szczerze — wielu czytelników, podobnie jak ja, ma z tym zdaniem poważny problem.

Wystarczy przypomnieć lata 2017–2023, kiedy wycinki w polskich lasach osiągnęły skalę, której wcześniej nie obserwowaliśmy. Widzieliśmy to wszyscy — ciężarówki z drewnem, nowe zręby, znikające fragmenty starych lasów. Nie trzeba było raportów ani analiz. Wystarczyło przejechać się po okolicy.

Czy dziś sytuacja wygląda diametralnie inaczej? Wystarczy spojrzeć wokół. Wycinki trwają, drewno wyjeżdża, a argument ekonomiczny wciąż okazuje się silniejszy niż troska o starodrzew.

I tu wracamy do pytania zasadniczego: czy w tym sporze naprawdę chodzi o dobro mieszkańców i przyszłość turystyki, czy raczej o możliwość dalszego gospodarowania lasem w określony sposób?

Bo jeśli znikną 110-letnie lasy, zniknie także to, co przyciąga ludzi do naszego regionu. Bez nich staniemy się jednym z wielu miejsc — z przeciętnym krajobrazem i równie przeciętną ofertą.

Powiem to na przykładzie Mołowistego, choć w Płaskiej sytuacja wygląda podobnie. Jaka jest dziś realna oferta dla przyjezdnych? Co sprawia, że ktoś ma zostać dłużej i wrócić za rok?

Turyści stają się coraz bardziej wymagający. Szukają ciszy, spokoju, natury i autentycznego wypoczynku. Chcemy przecież, by zostawali tu dłużej i wracali regularnie. Możemy to osiągnąć tylko dzięki temu, co mamy najcenniejsze: czystym jeziorom, spokojowi i pięknym, starym lasom.

Bo chyba nikt nie zakłada, że turysta przyjedzie drugi raz tylko po to, by ponownie popłynąć statkiem czy jeszcze raz zobaczyć Studzieniczną. Ludzie wracają tam, gdzie mogą odpocząć — spacerując, jeżdżąc na rowerze, oddychając ciszą.

A jeśli zamiast naturalnego lasu zobaczą zręby i równo posadzone młodniki za ogrodzeniami — to co zrobią? Zachwycą się? Wrócą?

Czy może pojadą tam, gdzie natura wciąż wygląda jak natura?

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że pierwszy i najważniejszy punkt pisma nie dotyczy jakości życia mieszkańców, lecz czegoś zupełnie innego.

I właśnie o tę różnicę — między deklaracją a realnym interesem — warto dziś spokojnie zapytać.

Komentarz do artykułu o konsultacjach w sprawie Natury 2000 wraz z omówieniem

Szanowna Pani Katarzyno,

dziękuję za przesłany komentarz oraz zaangażowanie w sprawę konsultacji. Jeżeli uważa Pani, że jakiekolwiek kwestie wymagają dodatkowego wyjaśnienia lub przedstawienia szerszego kontekstu, pozostaję otwarty na ich publikację — zależy mi przede wszystkim na rzetelnej rozmowie i możliwie pełnym przedstawieniu różnych punktów widzenia.

Jak zapewne Pani zauważyła, już na początku mojego wpisu podkreśliłem, że nie przesądzam, które rozwiązania są ostatecznie słuszne. Intencją było raczej zachęcenie do rozmowy nad jakością i wspólnego wypracowania konsensusu, który uwzględniałby różne interesy mieszkańców, a nie popularne w Polsce.

Chciałbym jednak podzielić się pewną obawą, która pojawiła się po lekturze Pani komentarza:

Witam! Pudło. Petycje napisali mieszkańcy wsi Mołowiste. Dlaczego nie ma w niej drugiej strony medalu? Ponieważ jest na petycji „opozycji”. Dlaczego Pan jej nie widzial (Bo nie widział Pan skoro tak pisze)? Byla do podpisu w hotelu Albatros (!) podpisolo ja 700 turystów.. teraz mieszkancy „walcza” o zmiany. Przeczyta Pan projekt uchwały tylko pod naszym kontem MIESZKANCA a Pan zrozumie. Dziś jest ostatni dzień – może Pan napisać do RDOS z prośbą o zmianę choćby punktu 13 ochrony o zmianie przebiegu tras turystycznych nad kanalem.. Skoro inne punkty tak Panu pasuja. Choć proponuje przeczytac pismo jeszcze raz a zobaczy Pan wiecej „dziwnych” punktow.

Mam wrażenie, że — być może uzasadnione — postulaty i emocje mieszkańców jednej miejscowości zostały w ostatecznym przekazie przedstawione jako stanowisko całej gminy. Tymczasem w przywoływanym piśmie nie pojawia się odniesienie do konkretnych problemów lokalnych ani wskazanie, że dotyczy ono określonej społeczności czy konkretnych zapisów projektu. Dokument formułuje sprzeciw wobec całości proponowanych zmian, przedstawiając go jako głos wszystkich mieszkańców gminy.

Zakładam, że rzeczywistą intencją nie jest odrzucenie całego projektu, lecz wskazanie konkretnych zapisów wymagających korekty. Jeżeli tak jest, to warto — w trosce o przejrzystość debaty — jasno wskazać, które punkty budzą sprzeciw i dlaczego. W przeciwnym razie powstaje wrażenie, że stanowisko jednej grupy reprezentuje całą wspólnotę, co może prowadzić do nieporozumień.

Pozwolę sobie również zwrócić uwagę na kilka kwestii natury ogólnej.

Po pierwsze — podpisy turystów, nawet licznie zebrane, nie zawsze odzwierciedlają długofalowe interesy lokalnej społeczności. Osoby odwiedzające region podejmują decyzje z perspektywy krótkiego pobytu, podczas gdy mieszkańcy ponoszą konsekwencje podejmowanych rozwiązań przez wiele lat. Zróbmy dla przykładu ankietę, czy Gmina Płaska powinna co tydzień robić Rock Water. Gwarantuje Pani, że Wójt będzie przeszczęśliwy, a te 700 osób to będzie pikuś. Tam będą podpisów tysiące. Dlatego szczególna odpowiedzialność za kierunek zmian powinna spoczywać przede wszystkim na mieszkańcach gminy.

Po drugie — w dokumencie przekazywanym do podpisu nie wskazano konkretnych punktów projektu wymagających zmiany. Brakuje odniesienia do poszczególnych zapisów, co utrudnia rzeczową dyskusję. Powstaje wrażenie sprzeciwu wobec całości, a nie propozycji modyfikacji wybranych elementów.

Po trzecie — pojawia się pytanie natury zasadniczej: czy niewielka grupa mieszkańców ma prawo występować w imieniu całej gminy bez wyraźnego wskazania zakresu reprezentacji? W mojej ocenie takie działanie wymaga szczególnej ostrożności, aby nie tworzyć wrażenia jednomyślności tam, gdzie faktycznie istnieją różne opinie.

I po czwarte – jeżeli ja z 20 osobami dałbym jakąś petycję to naprawdę może Pani powiedzieć prosto w oczy, że Wójt wysłałby swoich radnych do zbierania podpisów. Szanujmy swoją inteligencję.

Nie wiem, kto formalnie jest autorem pisma, nie wiem nawet czy jest Pani mieszkanką Gminy — przyjmuję jednak, że skoro Pani o tym wspomina, posiada Pani wiedzę w tym zakresie. W takiej sytuacji nasuwają się dwa pytania, które — moim zdaniem — warto wspólnie rozważyć:

  1. Dlaczego w dokumencie nie wskazano precyzyjnie, które zapisy projektu są problematyczne i wymagają zmiany?
  2. Dlaczego stanowisko zostało sformułowane w sposób sugerujący reprezentowanie wszystkich mieszkańców gminy, zamiast jasno określić, że jest głosem konkretnej grupy (zakreślono na czerwono)?

Piszę to nie w duchu polemiki, lecz z autentycznej troski o jakość debaty publicznej. Tylko uczciwe przedstawienie zakresu reprezentacji i rzeczywistych postulatów pozwala uniknąć podziałów oraz znaleźć rozwiązanie, które będzie akceptowalne dla możliwie szerokiego grona mieszkańców.

Chciałbym również wskazać, iż dokument poniżej nie komentowałem sam. Przepuściłem to przez AI. Bezstronnie i konkretnie bez emocji. Podsumowanie, które dała sztuczna inteligencja jest raczej miażdżące. Ale to możecie przeczytać na blogu.

Poniżej pismo, które było przedmiotem omówienia.:

Od ping-ponga do łyżwiarstwa, czyli dynamiczny rozwój dyscyplin w gminie

Większość mieszkańców naprawdę już uwierzyła, że zapanuje spokój. Wójt kupił rakietkę do tenisa stołowego — znak czasu, znak nadziei. Pomyślałem nawet, że podrzucę mu kilka dobrych piłeczek. Niech gra. Niech odbija. Niech rozwija sport. Co prawda z tą wizją „dynamicznego rozwoju tenisa w gminie” trochę się zagalopował, ale przecież nie będziemy się czepiać szczegółów.

Najważniejsze było to, że jeśli gra w ping-ponga, to nie ma czasu rozpuszczać budżetu ani zadłużać gminy kolejnymi wizjami scenicznymi. A skoro zajęty sportem, to i konsultacje może wreszcie będą prawdziwe, a nie w wersji „najpierw decyzja, potem pytanie”.

Cisza. Spokój. Mały raj na ziemi.

Ale nie. Rakietka się znudziła.

Teraz wchodzimy w sezon zimowy. Łyżwiarstwo figurowe. Dziś drogi w Płaskiej zamieniono w profesjonalne lodowiska. Czy łyżwy już kupione? Czy to nowa strategia promocji gminy? „Płaska — tu poślizgniesz się na rozwoju”.

Ulice co prawda służą do jeżdżenia, ale najwyraźniej innowacja wymaga odwagi. Wieść wiejska niesie, że istnieje coś takiego jak sól drogowa. Podobno działa. Są też wersje bardziej europejskie: mieszanki piaskowo-solne, żwirek, a nawet chlorek wapnia czy magnezu. Te ostatnie dwie trochę droższe. Kasiorka by pewnie była, gdyby Lux torpeda nie zabrała oszczędności. Kto nie wie o czym pisze to pytania kierować do Wójta.

Nie mówię, że trzeba sypać — tylko tak podpowiadam, co ludzie na świecie stosują, żeby nie ćwiczyć piruetów między skrzyżowaniami.

Gdybym ja taki numer odpalił w pracy, wywieźliby mnie na taczkach i zapłaciłbym odszkodowanie. Chociaż kto wie — może w Płaskiej taczek już nie ma, bo budżet poszedł w inne dyscypliny.

Jutro miałem wracać do domu, ale może poczekam, aż zakończy się sezon łyżwiarski. Wójt do wyrywnych, jeśli chodzi o pomoc mieszkańcom, raczej nie należy. Zresztą chłopak ma teraz ważniejsze sprawy na głowie.

Rock Water.

Tak, ta sama impreza, którą podobno konsultował, choć większość organizacyjnych decyzji była już dawno podjęta. Niby pytanie „czy robimy?”, ale odpowiedź znana przed pierwszym głosem. Może to roztargnienie. A może po prostu konsultacje w wersji ekspresowej: decyzja → ogłoszenie → pytanie → zdjęcie.

A że tata wpadł z pomocą? No cóż. W rodzinie siła. Zwłaszcza gdy trzeba połączyć doświadczenie leśne z estradowym rozmachem.

Czekam więc na kolejną dyscyplinę. Może skoki narciarskie z urzędu gminy. Albo curling budżetowy — tam przynajmniej wiadomo, kto komu tor czyści.

Bo jedno trzeba przyznać: nuda nam w tej gminie nie grozi. Stabilność może i tak, ale nuda — nigdy.

Dzisiaj nie mam już czasu, ale jutro popatrzę jak wygląda na BIP proces wyboru wykonawcy do utrzymania drogi. Jakie są czasy reakcji i wymagany sprzęt. Chyba, że znowu Wójt wszystko ukrył, chociaż wg prawa ma być jawne.

Złodziej, oszust i kłamca

Dziś małe kalendarium wydarzeń, które oficjalnie nazywano konsultacjami społecznymi, a które w praktyce przypominały raczej premierę filmu, którego scenariusz napisano długo przed rozpoczęciem zdjęć.

Pamiętamy wszyscy moment, gdy pewien lokalny kandydat na włodarza — mając trudności z przekonaniem kogokolwiek własnymi argumentami — postanowił przedstawić się przede wszystkim jako syn tatusia i wnuczek dziadziusia. Tradycja rodzinna jako program polityczny. Genetyka zamiast kompetencji.

Nie oceniam, czy przodkowie są dumni. Ja uważam to za patologię. Zakładam jedynie, że muszą być pod wrażeniem, jak skutecznie można pomylić zarządzanie gminą z realizacją prywatnych ambicji scenicznych.

17 lutego ogłoszono konsultacje w sprawie Rock Water. Brzmi demokratycznie.

Ogłoszenie Wójta Skubisa: Wójt Gminy Płaska zaprasza na otwarte spotkanie konsultacyjne w sprawie przyszłości Rock Water i innych wydarzeń kulturalnych w Gminie Płaska w 2026 roku. Sala konferencyjna GOK, środa 18.02., godz. 19:00 – zmiana godziny spotkania!

Problem polega na tym, że zanim mieszkańcy zdążyli cokolwiek skonsultować, internet zdążył już dowiedzieć się, że festiwal przez Wójta mam nadzieję niedługo pozbędziemy się Skubisa… właściwie jest w trakcie realizacji.

Najpierw pojawia się informacja o procedowaniu wydarzenia.


Potem ogłoszenia dla zespołów.


Następnie kolejne komunikaty organizacyjne.

A konsultacje? Osiemnaście dni później.

To trochę tak, jakby zaprosić rodzinę na naradę, czy kupujemy samochód — stojąc już na parkingu z podpisaną umową i kluczykami w ręku.

Według relacji uczestników spotkania konsultacyjnego wójt Skubis ogłosił nawet, że znany jest już zespół wiodący Rock Water 2026. Co jest o tyle ciekawe, że wybór głównego wykonawcy festiwalu to proces trwający tygodniami: negocjacje, umowy, harmonogramy.

Czyli w dniu konsultacji mieszkańcy debatowali nad tym, czy coś ma się odbyć — podczas gdy organizatorzy wiedzieli już kto wystąpi.

To nie są konsultacje.
To trailer decyzji.

Argument ekonomiczny, według informatorów, starego Skubisa? Podobno zarobiła turystyka.

Tylko że trudno znaleźć turystów przyjeżdżających na kilkudniowy urlop, by obejrzeć trzygodzinny koncert. Przyjeżdżają ludzie z okolicy, bawią się — i wracają do domu. Zostaje wspomnienie, zdjęcia i… faktury.

Bo bardzo łatwo organizuje się wielkie wydarzenia, kiedy rachunek nie trafia do prywatnego portfela.

Całość zaczyna wyglądać jak operacja wizerunkowa: potrzebne są konsultacje, żeby można było powiedzieć, że konsultacje były. Potrzebna jest zgoda mieszkańców, nawet jeśli wyrażona już po fakcie.

Demokracja w wersji skróconej: decyzja → ogłoszenie → konsultacje → zdjęcia.

Czy gmina istnieje po to, by realizować potrzeby mieszkańców, czy po to, by finansować sceniczne ambicje młodego człowieka i potrzebę bycia w centrum uwagi?

Bo różnica między inwestycją publiczną a hobby polega głównie na tym, kto płaci rachunek.

Kupcie mu aparat i niech polata na polach to sobie fotek narobi.

Drogi zostają na lata. Festiwal trwa kilka godzin.
Drogi buduje się dla ludzi. Festiwale — czasem dla zdjęć.

A kiedy konsultacje odbywają się po podjęciu decyzji, pozostaje już tylko jedno pytanie:

czy mieszkańcy byli uczestnikami procesu…
czy jedynie statystami w przedstawieniu pod tytułem „społeczna zgoda”.

A Pan panie starszy Skubis, ja też nie wiem dlaczego Pana synek jako pierwszy Wójt w historii oddaje odremontowane drogi dla Starostwa gdzie…. zaraz, zaraz … Pan tam jest chyba radnym oraz dla Województwa. To znaczy wiem kto mu kazał, ale nie wiem czemu nie pokazał „jaj”, których Pan poszukiwał z takim podnieceniem na konsultacjach i sie nie postawił. Nie wiem również dlaczego teraz dla Pana ryzykuje przyszłość Gminy, wysyłając bezwładnych członków Wspólnej Sprawy zwanych radnymi po podpisy pod podobno uczciwymi konsultacjami, aby Pan miał premię, a gmina zatonęła.

Katarzyno Tomczyk, jesteś z nich najmądrzejsza. Nie idź tą drogą. To są ograniczeni ludzie zafiksowani na swoim ego lub zysku. Nie masz racji. Gdy wydaje się pieniędzy na promocję, sprawdza się zasięgi, wpływy i zyski. Nikt u nas tego nie robił. Rock Water jest dla dzieciaka, który nie dorósł, ale posiadł możliwość wydawania kasy na Nasz koszt.

Poprzedni Wójt przy złodziejskim i oszukańczym aktualnie układem z Wójtem Skubisem na czele wydaje sie misiem Coralgolem i popełnię teraz grzech śmiertelny: Wiesławie wróć.

Wójcie Skubis zaprzecz przedstawionym dowodom lub zamilcz na zawsze z infamią i wstydem, jeżeli kiedykolwiek dowiesz się co to oznacza.

Wyzywam złodziejski system na spotkanie. Zadałem Wam kilka pytań na których odpowiedzi czekam miesiącami. Odpowiecie na pytania i spotykamy się w 4 oczy plus online w otoczeniu mieszkańców Gminy. Podyskutujemy i zobaczymy, kto ma racje. Ponieważ wbrew słowom starego Skubisa, to Wójt nie ma jaj i się chowa za tatusiem, to może jest okazja aby miał okazję zachować się jako mężczyzna.

Konsultacje Rock Water wg Wójta Skubisa zapowiedź materiału

A dziś w nocy — dla większości z Was zapewne już rano — małe kalendarium tego, jak wyglądały słynne „konsultacje” w sprawie Rock Water. Czyli historia o tym, jak najpierw zapadają decyzje, potem ogłasza się sukces, a na końcu organizuje konsultacje, żeby wyglądało, że ktoś jeszcze miał coś do powiedzenia.

Będzie więc trochę o tym, jak decyzje zostały podjęte wcześniej i jakie są na to dowody. Potem przypomnimy zaproszenie na konsultacje, które okazały się mniej więcej tym, czym degustacja w sklepie po zamknięciu kasy: można popatrzeć, ale rachunek już wystawiony.

Wygląda bowiem na to, że podczas zebrania doskonale wiedziano, kto wystąpi na Rock Water. A jak wiadomo, artystów na festiwal nie zamawia się między jednym a drugim ciastkiem na zebraniu wiejskim. To nie pizza — ustala się tygodniami, czasem miesiącami wcześniej. Konsultacje były więc raczej premierą decyzji niż jej początkiem.

Robimy imprezę, na którą — powiedzmy to delikatnie — średnio nas stać. Ale za to z rozmachem godnym gminy metropolitalnej. Argument? Podobno zarobiły agroturystyki. Tak twierdzi starszy pan Skubis.

Tylko pojawia się drobne pytanie natury logistycznej: kto normalny przyjeżdża na kilka dni, żeby obejrzeć trzy- czy czterogodzinny koncert? Ludzie przyjeżdżają z okolicznych miejscowości, z Augustowa, z sąsiednich gmin. Bawią się — i bardzo dobrze, niech się bawią. Po koncercie wsiadają w samochód i wracają do domu.

A my zostajemy. Z rachunkiem.

Najciekawsze jednak nie jest samo wydarzenie, lecz mechanizm jego uzasadniania. Konsultacje społeczne stały się tu nową formą sztuki performatywnej — spektaklem, w którym publiczność ma wrażenie uczestnictwa, choć scenariusz napisano dużo wcześniej.

Wójt potrzebował podkładki. Papieru. Zdjęcia. Listy obecności. Czegokolwiek, co później można pokazać i powiedzieć: „mieszkańcy poparli”.

Bo jak wiadomo, demokracja lokalna najlepiej działa wtedy, gdy mieszkańcy zgadzają się dokładnie z tym, co już postanowiono.

Przy okazji wyjaśnimy też, jakie zdanie o całej sprawie ma Przewodnicząca Rady Gminy Tomczyk oraz dlaczego Rock Water zaczyna coraz bardziej przypominać filozofię budowy dróg według szanownego tatusia: najpierw robimy, potem liczymy, a jeśli się nie spina — tym gorzej dla matematyki.

Schemat jest zresztą podobny: wielkie wizje, jeszcze większa pewność siebie i zaskoczenie, że budżet jednak nie ma gumowych właściwości.

Bo łatwo być hojny, kiedy portfel należy do wszystkich.

Ważne również pytanie, czemu Wójt od 19 grudnia, niezgodnie z prawem, nie udziela odpowiedzi na pytanie dotyczące kosztu imprezy. Było już słownie 70 tyś zł, było już 200 tyś zł strat, ale nic na piśmie. Czyli odwieczne prawo mądrości mówi, że jest jeszcze gorzej.

Na koniec zostaje pytanie fundamentalne: czy gmina istnieje po to, by realizować potrzeby wspólnoty, czy żeby sponsorować dziecięce marzenia jednego człowieka, który dla rozrywki i własnego ego wydaje na lewo i prawo nie swoje pieniądze?

Kiedyś, jeszcze przed wyborami, napisałem do obecnej przewodniczącej Rady Gminy pytanie, czy nie obawia się, że po wyborze Skubisa na Wójta powstanie układ przypominający lokalną strukturę zamkniętą na kontrolę i krytykę. Taka płaszczańska struktura pseudo mafijna.

Dziś chyba warto do tej rozmowy wrócić i spokojnie sprawdzić jedno:
czy była to przesada — czy tylko przedwczesna diagnoza.