Bonus Przypowieść o Synu Cieśli i drogach, które nadzorował

I stało się w owych dniach, że mieszkańcy krainy Płaska zaczęli szemrać między sobą.

Mówili bowiem:

— Drogi nasze pełne są dziur.
— Piach rozmnożył się bardziej niż przejezdność.
— A droga Nad Paniówką została naruszona mimo wielkich wydatków.

Wtedy udali się do Pana Roberta z prośbą.

Nie prosili o wiele.

Nie prosili o komisję.
Nie prosili o kontrolę.
Nie prosili nawet o cud.

Prosili jedynie:

— Idź i zobacz.

Lecz Pan Robert rzekł:

— Nie jestem winny tej sprawy.

I obmył ręce swoje.

Następnie przekazał sprawę w ręce Sekretariatu, aby ten osądził drogi, piach, koleiny i wszystkie inne utrapienia mieszkańców.

A Sekretariat spojrzał na sprawę.

I odłożył ją.

I spojrzał ponownie.

I odłożył ją jeszcze dalej.

I tak dokonał się cud administracyjnego zniknięcia problemu.

Albowiem droga nadal była dziurawa, lecz zgłoszenie zostało skutecznie zagospodarowane.

I nastała cisza.

Tak wielka, że słychać było tylko kamienie wyskakujące spod kół na ulicy Dereniowej.

I wtedy wystąpił Syn Cieśli, opiekun dróg i patron kierowców.

A mieszkańcy nie rozumieli jego dzieła.

Patrzyli na dziury i mówili:

— Droga jest zła.

Patrzyli na piach i mówili:

— Droga jest zła.

Patrzyli na koleiny i mówili:

— Droga jest zła.

Lecz Syn Cieśli rzekł:

— Małej jesteście wiary.

Albowiem najbezpieczniejszy kierowca to ten, który nigdzie nie jedzie.

I wtedy mieszkańcy zaczęli pojmować wielkość planu.

Droga zwinięta?

Bezpiecznie.

Dziura?

Bezpiecznie.

Piach jak na plaży?

Bezpiecznie.

Samochód pozostawiony pod domem?

Pełnia bezpieczeństwa.

I widział Syn Cieśli, że było to dobre.

Być może obserwowali właśnie najbardziej ambitny program poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w historii krainy Płaska.

Nie naprawiać dróg.

Doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie będzie chciał po nich jeździć.

Wypadków rzeczywiście będzie mniej.

A potem przyszedł czas transportu szkolnego.

I pojawiła się oferta tańsza.

Lecz nie ona została wybrana.

A mieszkańcy pytali:

— Jak to możliwe?

Na co odpowiedziano im:

— To tajemnica negocjacji.

I negocjowano tak długo, aż tańsze stało się droższe, a mniej usług zaczęło być przedstawiane jako więcej oszczędności.

I zdumieli się mieszkańcy.

Bo dzieci z Suchej Rzeczki nie analizowały protokołów przetargowych.

One po prostu wiedziały, że muszą iść dalej do autobusu niż wcześniej.

Potem zaś wydarzył się cud Rock Water.

Albowiem oznajmiono ludowi:

— Transport będzie darmowy.

I uwierzyli niektórzy.

Lecz gdy zaczęli liczyć, odkryli, że darmowy był tylko dla jednej kieszeni.

Zaś druga kieszeń płaciła w milczeniu.

I przypominało to promocję w wielkim straganie.

Kupujesz taniej.

Cieszysz się, że zaoszczędziłeś.

A potem po cichu musisz dokupić drugi produkt, żeby ilość na talerzu się zgadzała.

I kończysz z rachunkiem większym niż na początku.

Ale plakat wyglądał pięknie.

I nastała zima.

A pług pojawiał się czasem przed śniegiem.

Czasem po śniegu.

A czasem mieszkańcy mogli długo kontemplować opad, zanim nadeszło odśnieżanie.

I nikt nie wiedział, czy to plan, czy przypadek.

Największy jednak cud miał dopiero nadejść.

Oto bowiem pojawiła się opowieść o piaskarce.

Jedni twierdzili, że była.

Drudzy, że jej nie było.

Jeszcze inni, że była, ale objawiała się pod postacią sprzętu należącego do kogoś innego.

I wtedy mieszkańcy zadali pytanie:

— Kto za to zapłacił?

Lecz odpowiedź nie nadeszła.

A mieszkańcy wrócili do domów.

I rozmyślali nad największą tajemnicą tej kadencji.

Nie nad tym, dlaczego drogi są takie, jakie są.

Nie nad tym, kto wygrał przetarg.

Nie nad tym, czy była piaskarka.

Lecz nad tym, dlaczego od dnia, gdy władzę objął Namiestnik z rodu Wielkiego Łowczego, najpierw wypłaca się srebrniki, a dopiero później zastanawia, czy dzieło zostało wykonane.

I do dziś nie znaleziono odpowiedzi.

Amen.

Patron kierowców i tajemnica znikających dróg

Tydzień temu Gmina rozpoczęła naprawy dróg żwirowych.

Napisałem więc do Pana Roberta z bardzo prostą prośbą. Nie o audyt za milion złotych. Nie o komisję śledczą. Nie o kontrolę CBA.

Po prostu o sprawdzenie efektu wykonanych prac.

Bo moim zdaniem to, co wykonała firma podwykonawcza, bardziej przypomina sabotaż niż usługę.

Odpowiedź była mniej więcej taka, że nie będę się tym zajmował, a sprawa została przekazana spychologicznie na sekretariat..

I wiecie co wydarzyło się później?

Dokładnie nic.

Ul. Kąty wygląda jak wygląda.

Ul. Dereniowa wygląda jak wygląda.

Ul. Spokojna wygląda trochę lepiej, ale większa w tym zasługa deszczu niż urzędników.

Ul. Nad Paniówką uszkodzona została droga, która kosztowała mieszkańców niemałe pieniądze.

I teraz najlepsze.

Naprawdę nie wiem, czy ktoś z urzędu pojechał obejrzeć efekt własnego zlecenia.

Bo z perspektywy mieszkańca wygląda to mniej więcej tak:

  • zlecić,
  • odebrać zdalnie bez oglądania,
  • zapłacić,
  • nie patrzeć.

W końcu to nie ich pieniądze.

A teraz przejdźmy do mojej ulubionej teorii.

Za drogi odpowiada Krzysztof.

A Krzysztof jest patronem kierowców.

I nagle wszystko zaczyna układać się w logiczną całość.

Może my po prostu źle rozumiemy jego misję?

Może naszemu synowi cieśli nie chodzi o budowanie dobrych dróg.

Może chodzi o ochronę kierowców.

Bo przecież najbezpieczniejszy kierowca to taki, który nigdzie nie pojedzie.

Droga zwinięta?

Bezpiecznie.

Dziury?

Bezpiecznie.

Żwir przypominający plażę nad Serwami?

Bezpiecznie.

Samochód pozostawiony pod domem?

Pełen sukces.

Być może obserwujemy właśnie najbardziej ambitny program poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w historii Gminy Płaska.

Nie naprawiać dróg.

Doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie będzie chciał po nich jeździć.

Wypadków rzeczywiście będzie mniej.

A teraz już całkiem poważnie.

Bo za żartami o patronie kierowców kryją się bardzo konkretne pytania dotyczące pieniędzy mieszkańców.

Transport szkolny

Panie Wójcie Skubis:

  • czy nie jest prawdą, że w ostatnim postępowaniu pojawiła się oferta tańsza na przewóz dzieci, ale i tak wygrał ten co miał wygrać?
  • czy to prawda, że obie ceny były wyższe niż w poprzednim roku?
  • czy to prawda, że negocjacje zostały przeprowadzone po raz pierwszy akurat wtedy, gdy najkorzystniejszą ofertę złożył inny wykonawca?
  • czy to prawda, że po negocjacjach cena rzeczywiście spadła, ale jednocześnie zmniejszony został zakres świadczonej usługi?
  • czy zamiast wybrać ofertę tańszą zdecydowano się na utrzymanie dotychczasowego wykonawcy, czego skutkiem było między innymi ograniczenie liczby kursów oraz zmiana organizacji dowozu dzieci z Suchej Rzeczki?
  • czy nie jest tak, że przejazdy autobusu szkolnego plus umowa na przewóz, są droższe niż proponowana w trakcie konkursu przez innego oferenta kwota?
  • czy wcześniejsze miejsce zatrzymywania autobusu zostało zmienione wyłącznie z przyczyn organizacyjnych, czy też miało związek z przyjętym sposobem realizacji przewozów? Czy dobro dzieci z Suchej Rzeczki nie jest ważniejsze od kombinowania, żeby udawać, że coś jest taniej ?

Bo dzieci z Suchej Rzeczki raczej nie analizują protokołów przetargowych.

One po prostu wiedzą, czy muszą iść dalej do autobusu niż wcześniej niezależnie od deszczu, śniegu czy upału.

Aneksy do umowy

Panie Wójcie, kolejne pytanie.

Czy podpisywał Pan aneksy zwiększające wynagrodzenie wykonawcy realizującego dowóz dzieci?

Jeżeli tak:

  • o jaką kwotę?
  • z jakiego powodu?
  • oraz czy było to zgodne z zapisami umowy podstawowej i dokumentacji postępowania, w tym z zapisami dotyczącymi dopuszczalnych zmian wynagrodzenia? tak wspomagając 9.2.1.d 😉 , czy to coś mówi ?

Rock Water

I później proszę się nie dziwić, że mieszkańcy z lekkim uśmiechem słuchają opowieści o „darmowym” dowozie na Rock Water.

Bo w finansach publicznych darmowe rzeczy mają tę ciekawą właściwość, że wcześniej lub później ktoś znajduje fakturę.

Darmowy był co najwyżej dla jednej kieszeni.

Zapłacony został z drugiej.

A mieszkańcy mieli po prostu uwierzyć, że pieniądze pojawiły się z powietrza.

To trochę jak w Biedronce.

Kupujesz produkt tańszy.

Cieszysz się, że zaoszczędziłeś.

Tylko później po cichu okazuje się, że musisz dokupić drugi, żeby ilość na talerzu się zgadzała.

I nagle wychodzi, że zamiast taniej jest drożej.

Tylko na półce wyglądało dobrze.

Dlatego warto zadać proste pytanie:

Czy mieszkańcy rzeczywiście dostali tańszą usługę transportową?

Czy może najpierw pokazano niższą cenę, a później różnica wróciła do wykonawcy inną drogą?

Bo jeżeli ostatecznie trzeba było dopłacić z innej kieszeni, ograniczyć zakres usług albo zwiększyć wynagrodzenie aneksami, to opowieść o oszczędnościach zaczyna przypominać promocję, w której największa obniżka znajduje się na plakacie, a nie na paragonie.

I właśnie dlatego, gdy słyszę o „darmowym” dowozie na Rock Water, przypomina mi się stara zasada:

W finansach publicznych nie ma darmowych obiadów. Są tylko mieszkańcy, którzy płacą rachunek trochę później.

Zimowe utrzymanie dróg

Czy tylko ja miałem wrażenie, że pług potrafił jeździć niezależnie od tego, czy śnieg już spadł, czy dopiero zastanawiał się nad lądowaniem?

A jednocześnie gdy śnieg spadł w nocy, mieszkańcy nieraz mogli go sobie spokojnie pooglądać przez wiele godzin, gdyż w tym czasie wykonawca realizował inną usługę dla Gminy.

Dlatego pytam:

  • czy wykonawca realizował usługę zgodnie z warunkami umowy?
  • czy były przypadki opóźnionej reakcji na opady śniegu?
  • czy naliczano jakiekolwiek kary umowne?
  • jeżeli nie, to dlaczego?

Piaskarka

I na koniec pytanie, które od kilku miesięcy wraca w rozmowach mieszkańców.

Mieliśmy tej zimy kilka dni z prawdziwą szklanką na drogach.

Mieszkańcy pamiętają.

Ja pamiętam.

Pytanie tylko, czy pamięta urząd.

Czy to prawda, że wykonawca odpowiedzialny za zimowe utrzymanie dróg nie dysponował piaskarką, która miała być dostępna do realizacji usługi?

Jeżeli nie jest to prawdą, to może warto publicznie pokazać zdjęcia sprzętu lub dokumenty potwierdzające jego gotowość do pracy?

A jeżeli jest to prawdą, to pojawia się kilka kolejnych pytań.

Czy w okresach występowania gołoledzi wykorzystywany był sprzęt należący do innego podmiotu?

Jeżeli tak, to na jakiej podstawie?

Czy było to działanie przewidziane w warunkach postępowania i zawartej umowie?

Kto ponosił koszty pracy tego sprzętu?

Wykonawca?

Gmina?

A może jeszcze ktoś inny?

I najważniejsze pytanie.

Jeżeli wykonawca nie dysponował sprzętem wymaganym do realizacji zamówienia, to czy usługa była wykonywana zgodnie z warunkami, na podstawie których została wybrana jego oferta?

Bo mieszkańców interesuje nie tylko to, czy droga została posypana.

Mieszkańców interesuje również to, czy publiczne pieniądze zostały wydane zgodnie z zasadami, które obowiązują wszystkich uczestników postępowań.

No chyba że w Gminie Płaska obowiązuje nowa definicja sprzętu.

Nie trzeba go mieć.

Wystarczy znać kogoś, kto go ma.

Bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że największym problemem tej kadencji nie są drogi.

Największym problemem jest to, że nikt nie sprawdza, czy za publiczne pieniądze rzeczywiście wykonano to, za co publiczne pieniądze zostały zapłacone.

Jakość wody w Płaskiej uległa poprawie po 65 dniach

Po 65 dniach od pierwszych decyzji Sanepidu dotyczących pogorszenia jakości wody w wodociągu Płaska pojawiły się wreszcie dobre wiadomości.

5 czerwca informację o poprawie jakości wody opublikował Sanepid, a 8 czerwca stosowny komunikat pojawił się również na stronie Gminy Płaska.

Co ciekawe, wyniki badań opublikowane przez Sanepid są około 2,5 raza wyższe od tych, które wcześniej prezentowała gmina. Mimo tej różnicy stężenie mieści się już w granicach określonych przez obowiązujące przepisy, co pozwala przyjąć, że jakość wody wróciła do wymaganych norm.

To oczywiście dobra wiadomość dla mieszkańców.

Można mieć nadzieję, że problem został skutecznie rozwiązany, ale przebieg całej sprawy pokazuje, jak ważna jest pełna transparentność i bieżące informowanie mieszkańców.

I tutaj pojawia się pytanie, które pozostaje aktualne do dziś.

Dlaczego mieszkańcy nadal nie mogą zapoznać się z kompletem dokumentów dotyczących tej sprawy?

Do tej pory nie opublikowano między innymi decyzji Sanepidu, które stanowiły podstawę działań podejmowanych przez gminę. To właśnie z tych dokumentów można dowiedzieć się, jakie były ustalenia organów sanitarnych, jakie działania nakazano podjąć oraz jak oceniano sytuację na poszczególnych etapach.

Skoro problem został już oficjalnie uznany za rozwiązany, tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego mieszkańcy nadal nie mają dostępu do pełnej dokumentacji.

Transparentność nie polega na publikowaniu wyłącznie dobrych wiadomości. Transparentność polega na pokazaniu całego przebiegu sprawy — również wtedy, gdy po drodze popełniono błędy, doszło do opóźnień albo podjęto nietrafione decyzje.

Mieszkańcy mają prawo wiedzieć nie tylko, że dziś jest dobrze.

Mają również prawo wiedzieć, dlaczego przez 65 dni dobrze nie było.

Pozostaje więc pytanie:

Czy dalsze ukrywanie dokumentów dotyczących jednej z najpoważniejszych spraw związanych ze zdrowiem mieszkańców w ostatnich latach to jeszcze kwestia polityki informacyjnej, czy już przykład sytuacji, w której własny wizerunek i niechęć do przyznania się do błędów stają się ważniejsze od pełnej transparentności wobec mieszkańców?

Bo im dłużej publikowane są jedynie wybrane informacje, a nie komplet dokumentów, tym bardziej nasuwa się pytanie, czego właściwie mieszkańcy nie powinni zobaczyć.

Raport o stanie Gminy w 2025

Wreszcie się doczekaliśmy.

Mamy Raport o stanie Gminy Płaska za 2025 rok.

Jestem dopiero na początku lektury, a już pojawia się tyle pytań, że czuję, iż będzie z tego niezła seria wpisów.

1️⃣ Na początek demografia.

Przez wiele miesięcy słyszeliśmy od Wójta o wzroście liczby mieszkańców. Wywiady, media, opowieści o rozwoju. Tymczasem raport pokazuje 2392 osoby. O 3 osoby mniej niż w 2024 roku.

I od razu ważne zastrzeżenie: to nie są mieszkańcy faktycznie zamieszkujący gminę. To są osoby zameldowane. Czyli liczba zameldowanych spadła, a przyrost naturalny pogorszył się niemal dwukrotnie.

2️⃣ Przybyły 3 kobiety, ubyło 6 mężczyzn.

Panowie najwyraźniej głosują nogami.

3️⃣ Zalesienie gminy spada z 86,6% do 82,2%.

To już nie jest kosmetyka.

Czyżby partnerstwo rodzinno-samorządowe działało pełną parą?

4️⃣ Ubyło również obszarów chronionych.

5️⃣ Po raz pierwszy z raportu zniknęła informacja, jaki procent gminy stanowi Natura 2000.

Przez lata była.

Teraz nie ma.

Przypadek?

6️⃣ Wpływy z podatków od firm wyraźnie spadają, a od mieszkańców rosną.

Brzmi znajomo?

Przypomnę tylko dyskusję o śmieciach i próby przerzucenia większej części kosztów na zwykłych mieszkańców przy jednoczesnym odciążeniu przedsiębiorców.

Na szczęście wtedy temat został wyciągnięty na światło dzienne.

7️⃣ Społeczeństwo najwyraźniej trzeźwieje.

Wpływy z koncesji alkoholowych spadły o około 10%.

Albo pijemy mniej.

Albo kupujemy gdzie indziej.

8️⃣ Wpływy z opłat za odpady wzrosły rok do roku o około 18%.

Liczba mieszkańców maleje. 1/4 w ogóle nie płaci.

A wpływy rosną o 18%.

Każdy może sam wyciągnąć wnioski.

9️⃣ Dochody z obwodów łowieckich spadły.

Nie dziwię się.

🔟 I teraz hit.

Dochody z najmu i dzierżawy majątku gminy.

2024 rok: około 230 tys. zł.

2025 rok: ponad 521 tys. zł.

Nie o 5%.
Nie o 10%.
Nie o 20%.

Ponad 126% wzrostu w ciągu jednego roku.

Ponad ćwierć miliona złotych więcej.

To jest jedna z największych zmian w całym raporcie.

Pytanie brzmi: skąd?

Jakie nieruchomości?
Jakie umowy?
Jakie stawki?
Kto zapłacił te dodatkowe prawie 300 tysięcy?

A może odpowiedź znajdziemy w licznych internetowych opiniach dotyczących opłat na polach namiotowych w sezonie 2025?

1️⃣1️⃣ Dochody z gospodarowania mieszkaniowym zasobem gminy spadły.

Albo część majątku zniknęła po cichu.

Albo jesteśmy jedynym miejscem w Polsce, gdzie czynsze i koszty utrzymania mieszkań magicznie maleją.

Jeżeli tak, to proponuję nowy slogan promocyjny:

„Gmina Płaska – przyjedź, Twoje tanie mieszkanie już tu jest.”

1️⃣2️⃣ Rośnie liczba zaległości za wodę.

I to bardzo wyraźnie.

Zadłużenie mieszkańców z tego tytułu praktycznie się podwoiło.

Jeżeli ludzie przestają regulować jedną z najbardziej podstawowych opłat, to nie jest tylko problem wodociągu.

To może być sygnał, że części mieszkańców zwyczajnie zaczyna brakować pieniędzy.

A ja jestem dopiero na początku raportu.

Pamiętacie Państwo ul. Spokojną?

To ta ulica, na której od lat mieszkańcy zwracają uwagę na problem nadmiernej prędkości.

To również ta ulica, dla której w lutym 2026 roku wykonano projekt stałej organizacji ruchu przewidujący nowe oznakowanie oraz progi zwalniające.

Mamy czerwiec 2026 roku.
Za chwilę wakacje.
Za chwilę zwiększony ruch turystyczny.

A z projektu nie wykonano praktycznie nic.

Powstaje więc pytanie: po co właściwie był ten projekt?

Jeżeli bezpieczeństwo mieszkańców było ważne, to dlaczego przez kilka miesięcy nie udało się wykonać nawet podstawowych elementów organizacji ruchu?

Jeżeli bezpieczeństwo mieszkańców nie było ważne, to po co wydawano publiczne pieniądze na dokumentację?

I tutaj pojawia się pytanie, którego pewnie część mieszkańców nie odważy się zadać głośno.

Czy mieszkańcy ul. Spokojnej nie stali się przypadkiem zakładnikami różnicy zdań pomiędzy Wójtem a gminnym sygnalistą? A może kara dla Radnego ?

Nie twierdzę, że tak jest.

Ale trudno nie zauważyć, że problem został zdiagnozowany, projekt został wykonany, rozwiązania zostały zaprojektowane, a mimo to nie są realizowane.

Jeżeli istnieją przeszkody formalne lub finansowe – warto o nich mieszkańcom powiedzieć.

Jeżeli ich nie ma – tym bardziej warto wyjaśnić, dlaczego gotowy projekt od kilku miesięcy pozostaje wyłącznie na papierze.

Bo z punktu widzenia mieszkańców sprawa jest bardzo prosta.

Nie interesuje ich, kto z kim prowadzi spór.

Interesuje ich, dlaczego przed kolejnym sezonem turystycznym nie wykonano rozwiązań, które według samej gminy miały poprawić bezpieczeństwo na ich ulicy.

Na razie wygląda to tak, jakby najsprawniej realizowanym elementem projektu organizacji ruchu był obieg dokumentów pomiędzy urzędowymi szafami.

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka!

Drogie Dzieci z Gminy Płaska,

z okazji Waszego święta życzę Wam przede wszystkim radości, zdrowia, wielu powodów do uśmiechu oraz odwagi do spełniania marzeń.

Niech każdy dzień przynosi nowe przygody, dobre przyjaźnie i wspomnienia, do których będziecie wracać przez długie lata. Korzystajcie z dzieciństwa jak najdłużej – bawcie się, odkrywajcie świat, zadawajcie pytania i nie bójcie się być ciekawe wszystkiego, co Was otacza.

Życzę Wam również, abyście zawsze spotykali na swojej drodze ludzi, którzy potrafią słuchać, pomagać i dawać dobry przykład.

Bo dzieciństwo mija szybciej, niż się wydaje, ale to właśnie wtedy powstają wspomnienia, które zostają z nami na całe życie.

Wszystkiego najlepszego!


Z Kronik Królestwa Płaskiego

A skoro dziś Dzień Dziecka, skaldowie przypomnieli sobie, że w każdej krainie mieszka również jedno bardzo duże dziecko.

Nie dlatego, że jest najmłodsze.

Nie dlatego, że jest najmniejsze.

Lecz dlatego, że najdłużej wierzy, iż świat powinien wyglądać dokładnie tak, jak sobie wymarzyło.

W Królestwie Płaskim zwano je Michałem Pierwszym.

Złożyli mu więc życzenia:

aby nigdy nie utracił dziecięcej wyobraźni,

lecz wreszcie odkrył także zalety dorosłej odpowiedzialności.

Aby nauczył się, że zła wiadomość nie znika od schowania jej do szuflady.

Że lustro nie zastępuje rady starszyzny.

A własna racja nie zawsze jest racją królestwa.

Tak bowiem mawiają starzy skaldowie:

„Dzieckiem jest ten, kto marzy.

Dorosłym staje się dopiero ten, kto potrafi ponosić skutki własnych decyzji.”


Ilustracja pochodzi z Kronik Królestwa Płaskiego. Wszelkie podobieństwo do osób i współczesnych wydarzeń pozostawiamy ocenie Czytelników. 😉

Kroniki Królestwa Płaska. Saga o Michale Pierwszym

Oto saga o Michale, synu Ambicji, zwanym Pierwszym.

W owych czasach władał on niewielką krainą jezior, lasów i bagien, którą przodkowie zwali Płaską.

Michał był człowiekiem młodym, a jak mówią starzy skaldowie, młodość sama w sobie nie jest wadą.

Wadą staje się dopiero wtedy, gdy człowiek pomyli własne odbicie w wodzie z mądrością.

A że przeglądać się lubił nad wyraz, tedy z każdym odbiciem przybywało mu przekonania o własnej nieomylności.

Michał lubił wielkie zgromadzenia ludu.

Lubił przemawiać przy ogniach.

Lubił słuchać pieśni o sukcesach.

Lubił także, gdy pieśni te opowiadały o nim samym.

Nie miał jeszcze parcia na szkło, gdyż szkła jeszcze nie było, alem gdyby było to parłby na nie mocniej niźli na mury grodu swego.

Nie lubił natomiast ludzi, którzy przychodzili z niewygodnymi wieściami.

Gdy wojownik mówił:

— Panie, studnie są zatrute.

Michał odpowiadał:

— Nie czas teraz na studnie. Trwa święto.

Gdy skarbnik mówił:

— Panie, skarbiec pustoszeje.

Michał odpowiadał:

— Nie czas teraz na skarbiec. Trwa festiwal.

Gdy starzec mówił:

— Panie, lud zaczyna szemrać.

Michał odpowiadał:

— Nie czas teraz na lud. Trwa promocja krainy.

A gdy heroldowie przynosili pergaminy z pieczęciami strażników zdrowia, Michał nie pytał, co jest w środku.

Pytał jedynie, czy naprawdę trzeba pokazywać je ludziom.

I tak mijały kolejne księżyce.

Aż pewnego dnia mieszkańcy zauważyli rzecz osobliwą.

Im mniej mówiono o krainie Płaskiej, tym częściej mówiono o wielkim święcie zwanym Rock Water.

Znaki święta wisiały na bramach.

Znaki święta wisiały na chorągwiach.

Znaki święta pojawiały się na wozach.

Na scenach.

Na pergaminach.

A z czasem nawet na szatach wojowników wysłanych reprezentować krainę.

Wtedy jeden ze starych skaldów miał powiedzieć:

— Dawniej święta służyły królestwom.

Teraz wygląda na to, że królestwo służy świętu.

Za słowa te nie został wprawdzie wygnany.

Lecz od tej chwili nie zapraszano go już do wielkiej sali.

Tak bowiem postępował Michał Pierwszy.

Nie karał za swoje błędy.

Karał za ich przypominanie.

Ilekroć bowiem coś szło źle, winni byli:

posłańcy,

skaldowie,

wojownicy,

sąsiednie krainy,

pogoda,

los

i dawno zmarli przodkowie.

Nigdy zaś sam Michał.

A przecież wszyscy wiedzą, że człowiek, który twierdzi, że nigdy nie popełnia błędów, najczęściej popełnia ich najwięcej.

Tak zapisano w sadze.

Lecz to nie jest jeszcze jej koniec.

Wiele lat później, gdy uczeni badali stare runy i kroniki Krainy Płaskiej, odkryli rzecz osobliwą.

Michał Pierwszy nie został w nich nazwany Michałem Wielkim.

Nie nazwano go także Michałem Mądrym.

Ani Michałem Budowniczym.

W najstarszych zapisach odnaleziono jedynie krótką wzmiankę:

„Był ostatnim.”

Bo po jego panowaniu gasły światła jedno po drugim.

Zarosły drogi, którymi dawniej chodzili ludzie.

Opustoszały przystanie.

Zmarniały osady.

A mieszkańcy długo wspominali nie to, co zbudował,

lecz to, czego nie zdołał ocalić.

Tak kończy się saga o Michale Pierwszym.

I dlatego starzy skaldowie mawiają:

Łatwo zostać pierwszym.

Znacznie trudniej nie zostać ostatnim.

Jedyny taki samorząd na turnieju

27 maja w Augustowie odbył się turniej piłki siatkowej samorządów.

Nasza gmina również brała udział.

Szkoda, że nie zamieszczono żadnej informacji ani przed turniejem, ani po nim na stronie UG Płaska.
Może dlatego, że sportowo wielkich sukcesów nie było, ale uczciwie mówiąc — tutaj akurat wynik nie jest najważniejszy. Najważniejszy był żywiołowy doping Naszych kibiców.

Moją uwagę zwróciły jednak koszulki zawodników.

Oprócz jednej praktycznie wszystkie drużyny występowały w strojach:
– z herbem,
– nazwą miasta,
– nazwą powiatu,
– albo przynajmniej nazwą gminy, którą reprezentują.

A Gmina Płaska?

Wystąpiła w koszulkach „Rock Water”.

I żeby było jasne:
nie uważam, że ktoś specjalnie ukrywał nazwę gminy.
To wygląda raczej dużo prościej i dużo bardziej po płaszczańsku:
gmina prawdopodobnie nie posiada nawet podstawowych koszulek reprezentacyjnych, więc wykorzystano to, co akurat zostało po Rock Water.
Nawet niespecjalnie zastanawiając się, jak będzie to wyglądało na tle innych samorządów.

I właśnie to jest chyba najbardziej symboliczne.

Bo okazuje się, że przy budżetach promocyjnych liczonych w setkach tysięcy złotych samorząd reprezentujący gminę na turnieju międzygminnym nie ma nawet jednolitych koszulek z nazwą gminy.

I niestety coraz częściej wygląda to tak, jakby Wójt zarządzał gminą kompletnie bez planu i przewidywania skutków własnych decyzji.

Najpierw jest chaos.
Potem prowizorka.
Później gaszenie pożaru.
A na końcu standardowy komunikat, że:
– „sytuacja jest trudna”,
– „wszyscy są winni”,
– albo że „nikt wcześniej nie przewidział problemu”.

Tylko że rolą Wójta jest właśnie przewidywanie problemów wcześniej.

Bo inaczej kończy się dokładnie tak jak zwykle:
– gmina traci pieniądze,
– mieszkańcy ponoszą konsekwencje organizacyjnego bałaganu,
– a później pół powiatu patrzy na to wszystko z mieszaniną zdziwienia i politowania.

Co więcej — była to prawdopodobnie jedyna drużyna samorządowa na całym turnieju, która wystąpiła bez nazwy swojej gminy, miasta albo powiatu.

Za to Rock Water było wszędzie.
Nawet na piersi samorządu. Niczym Orzełek reprezentacji Polski. Oczywiście jaka gmina taki orzełek.

I może właśnie tutaj najlepiej widać dzisiejsze priorytety:
gmina powoli znika,
ale marka festiwalu ma się świetnie.

Choć być może źle rozumiem nowoczesny marketing.
Może dziś nie promuje się już gminy.
Może teraz gmina istnieje głównie po to, żeby promować Rock Water.

Być może kontakt z tajemniczą Rock Water działa dziś tak silnie, opanowując serca i umysły władzy, że człowiek po pewnym czasie przestaje już odróżniać promocję gminy od promocji festiwalu.

A jak każde uzależnienie — z czasem zaczyna domagać się coraz więcej i więcej.
Coraz większej uwagi.
Coraz większych pieniędzy.
Coraz większej przestrzeni.
I coraz częściej kompletnie niezależnie od kosztów, jakie ponosi sama gmina.

A potem pozostaje już tylko wrócić do domu.
Oczywiście pod flagą Rock Water.

Płaska jako stan umysł cd.

stan na wieczór 27 maja:

Panie Wójcie,

25 maja opisałem publicznie problem błędnego oznakowania na granicy Płaskiej i Gorczycy.

Problem nie jest estetyczny.
Problem jest prawny i dotyczy bezpieczeństwa ruchu.

Bo w obecnym układzie oznakowania wygląda na to, że na części ulicy Plażowej formalnie można poruszać się z prędkością do 90 km/h.

Minęły już dwa dni.

I nadal nic nie zostało poprawione. A w przypadku zdarzenia taka sytuacja może rodzić bardzo poważne konsekwencje prawne i organizacyjne.

Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego tak prosta sprawa wymaga aż tyle czasu, skoro rozwiązanie sprowadza się praktycznie do poprawnego ustawienia znaków, które od miesięcy stoją odwrotnie.

Zwłaszcza że problem został już publicznie wskazany i dokładnie opisany.

Nie mówimy tutaj o wielomilionowej inwestycji, analizach, projektach czy procedurach.

Mówimy o podstawowym oznakowaniu drogowym, które powinno zostać poprawione natychmiast po wykryciu błędu.

Tym bardziej że chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców, a nie o internetową dyskusję czy polityczne przepychanki.

I tutaj mieszkańcy zaczynają zadawać sobie coraz bardziej niewygodne pytanie:

jaki właściwie deficyt występuje dziś w zarządzaniu gminą, skoro nawet po publicznym wskazaniu oczywistego błędu dotyczącego bezpieczeństwa ruchu drogowego przez kolejne dni nie da się po prostu pojechać na miejsce i poprawić dwóch znaków?

Czy jest to:
– problem organizacyjny,
– paraliż decyzyjny,
– niezdolność do przyznawania się do błędów,
– czy może zwykłe przekonanie, że mieszkańcy i tak o wszystkim za chwilę zapomną?

Bo coraz więcej osób odnosi wrażenie, że w tej kadencji największym problemem nie jest nawet sam błąd.

Największym problemem jest niezdolność do normalnej, szybkiej reakcji po jego wykryciu.

I naprawdę coraz więcej mieszkańców ma już dość sytuacji, w której więcej energii poświęca się na obrażanie się, walkę z krytyką i tłumaczenie rzeczy oczywistych niż na zwykłe, normalne działanie.

Bo mieszkańcy chcą Wójta, który coś robi dla gminy.
Nawet jeśli czasami miałoby to oznaczać po prostu szybkie naprawianie własnych błędów.

To i tak byłoby znacznie lepsze niż kolejne dni bezczynności i udawania, że problemu nie ma.

Dlatego mieszkańcy mają dziś pełne prawo pytać:
czy naprawdę w gminie łatwiej jest miesiącami prowadzić spory i pisać pisma niż po prostu pojechać na miejsce i usunąć oczywistą nieprawidłowość?

Urząd mówi: ulgę przyznano zgodnie z prawem. Ale za co? To już sekret – ciąg dalszy tego bulwersującego tematu

Wójcie zaczyna wrzeć i coraz więcej mieszkańców pyta dziś o jedną prostą rzecz:

za co konkretnie można dostać ponad 16 tys. zł ulgi inwestycyjnej w podatku rolnym?

I nie chodzi tutaj o żadną sensację.

To jest całkowicie normalne pytanie w sytuacji, gdy:
– gmina publikuje nazwisko beneficjenta,
– publikuje dokładną kwotę ulgi,
– ale odmawia podania, czego konkretnie dotyczyła inwestycja.

W odpowiedzi urząd powołał się na art. 13 ustawy o podatku rolnym.

Problem polega jednak na tym, że wskazany przepis dotyczy praktycznie całej kategorii inwestycji kwalifikujących się do ulgi inwestycyjnej.

Ja nie pytałem:
„czy istnieje taka ulga”.

Ja pytałem:
jakiej konkretnej inwestycji dotyczyło przyznane zwolnienie.

To zasadnicza różnica.

Bo mieszkańcy mają dziś pełne prawo wiedzieć:
– jakie inwestycje są kwalifikowane,
– jakie koszty są uznawane przez urząd,
– oraz czy ich własne wnioski były i są oceniane według identycznych kryteriów.

Tym bardziej że coraz częściej słychać głosy, iż gdyby mieszkańcy wiedzieli, że określone wydatki są realnie kwalifikowane przez gminę i nie są odrzucane np. z powodu trudnej sytuacji finansowej samorządu, to wielu rolników zdecydowałoby się na dodatkowe inwestycje.

W końcu możliwość odzyskania 25% kosztów inwestycji jest dla wielu osób bardzo konkretnym impulsem rozwojowym.

Ciekawy jest również punkt 4 odpowiedzi urzędu.

Zapytałem bowiem, czy przedmiotowa ulga nie została odliczona wcześniej niż pozwalają na to przepisy ustawy o podatku rolnym.

I tutaj urząd zasłonił się „tajemnicą skarbową”.

Tylko że moje pytanie nie dotyczyło prywatnych danych podatnika ani wysokości jego zobowiązań.

Pytanie dotyczyło praktycznego stosowania art. 13d ust. 3 ustawy o podatku rolnym, zgodnie z którym:
„zwolnienia i ulgi podatkowe udzielone na wniosek podatnika stosuje się od pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym złożono wniosek”.

W publicznie dostępnych dokumentach decyzja związana z ulgą pojawia się dopiero przy zarządzeniu z dnia 30 kwietnia 2026 r.

Moje pytanie sprowadzało się więc do ustalenia, czy ulga została zastosowana zgodnie z terminami wynikającymi z ustawy.

To nie było pytanie o tajemnicę skarbową.
To było pytanie o prawidłowe stosowanie przepisów prawa przez urząd.

Najbardziej interesujące w całej sprawie jest jednak coś innego.

Urząd sam uznał, że mieszkańcy mogą wiedzieć:
– kto otrzymał ulgę,
– oraz w jakiej wysokości.

Ale gdy pojawia się pytanie:
„za co konkretnie?”,
nagle pojawia się mur tajemnicy.

I właśnie wtedy zaczynają pojawiać się kolejne pytania.

Zwłaszcza że cała sprawa dotyczy osoby powiązanej rodzinnie z Sekretarzem Gminy, a więc sytuacji, w której transparentność działania urzędu powinna być wręcz wzorcowa.

Bo w takich sytuacjach nie wystarczy działać zgodnie z prawem.
Trzeba jeszcze umieć przekonać mieszkańców, że wszystko odbywa się w sposób całkowicie przejrzysty i jednakowy dla wszystkich.

A dziś ta odpowiedź pozostawia raczej wrażenie, że mieszkańcy mogą wiedzieć tylko tyle, ile urząd uzna za wygodne.